Sprawozdanie finansowe gazety ZiarnoNadziei marzec-kwiecień nr 3-4/2021

0

Kochani Bracia i Siostry,
Poniżej przesyłamy Wam kompleksowe sprawozdanie finansowe dotyczące marcowo-kwietniowego wydania bezpłatnej katolickiej gazety ZiarnoNadziei.

Gazeta ZiarnoNadziei tworzona jest charytatywnie przez młode osoby, które z tego tytułu nie pobierają żadnego wynagrodzenia. Docieramy do wielu miejsc, m.in.: szpitali, hospicjów, ośrodków pomocy społecznej, ośrodków terapii uzależnień, domów samotnej matki, domów dla bezdomnych, zakładów i schronisk dla nieletnich, zakładów karnych i więzień (w całej Polsce), na ulice Warszawy.

Oto zestaw dokumentów załączonych w załączniku wraz z całkowitymi kwotami związanymi z wydaniem numeru ZiarnoNadziei (gazeta jest również do pobrania na stronie https://ziarnonadziei.pl/home/pobierz-ziarno-nadziei):
1. Pełna historia konta (wpłaty darowizn oraz koszty związane z gazetą ZiarnoNadziei od dnia 8.03.2021 do 10.05.2021). Wcześniej, tj. 9.03.2021 na portalu ziarnonadziei.pl opublikowaliśmy pełną historię wpłat na darowiznę dotyczącą ZiarnoNadziei dotyczącą poprzedniego numeru.
2. Faktura za druk gazety ZiarnoNadziei marzec-kwiecień 2021 r. (1068,87 zł brutto). Nakład gazety wyniósł 4000 egzemplarzy.
3. Koszt znaczków i kopert łącznie 467,30 zł brutto (267,30 zł brutto oraz 200 zł brutto).
4. Dokument (faktura) za transport gazety marzec-kwiecień w wysokości 109,47 zł brutto.
5. Wynagrodzenie na postawie umowy zlecenia dla osoby dystrybuującej gazetę na ulicach Warszawy w wysokości 372 zł brutto. Kwota ta została ujęta w poprzednim raporcie kończącym się 9.03.2021. Ten rozpoczyna się dla przejrzystości finansowej dzień wcześniej, tj. 8.03.2021 r. Dlatego nie została uwzględniona w wyliczeniach kosztów związanym z obecnym numerem.
6. Opłata ZUS za osobę dystrybuującą gazetę w łącznej kwocie 183,22 zł brutto. Składa się na to opłata za wynagrodzenie za styczniowo-lutowy numer w wysokości 183,22 zł brutto (okres 03/2021). Była uwzględniona w poprzednim raporcie (nr 1/2/2021).
7. Podatek PIT-4 za okres 3/2021 wynoszący 26 zł brutto. Był uwzględniony w poprzednim raporcie (nr 1/2/2021).
8.Wykupienie serwera na rok w kwocie 244,77 zł brutto.

Całkowity koszt utworzenia gazety ZiarnoNadziei wyniósł 1890,41 brutto.
Uwaga: Wpłaty darowizn w terminie od 8.03.2021 do 10.05.2021 wyniosły 3974 zł brutto.

W załączniku przesyłamy wszystkie dokumenty do pobrania. Dla przejrzystości naszego projektu, każdorazowo po wydaniu każdego numeru, publikujemy sprawozdanie finansowe.

Jeszcze raz dziękujemy Wam za okazane serce i prosimy o modlitwę w intencji gazety ZiarnoNadziei, ażeby była ona nieustannie narzędziem w rękach Boga i dzięki niej jak najwięcej osób powróciło na Bożą drogę.

Jeżeli chcesz wspomóc nasz projekt i pomóc nam dotrzeć do wielu osób ze Słowem Bożym, to możesz dowolną kwotę płynącą prosto z serca wpłacić na następujący numer konta:
Bank Millenium
Paweł Pusz
nr konta: 13 1470 0002 2023 7315 2000 0001

UWAGA: Prosimy w tytule przelewu podać: Darowizna na gazetę ZiarnoNadziei.

Wszystkim darczyńcom raz jeszcze dziękujemy i nie zapominamy o nich w codziennej modlitwie.
Pozdrawiamy
Zespół ZiarnoNadziei

„Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał (…)”

0

Już jutro chrześcijanie będą obchodzić jedno z najważniejszych świąt, które upamiętnia zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.

Sytuacja panująca obecnie w naszym kraju związana z koronawirusem wskazuje na to, że w tym roku, podobnie jak zresztą w poprzednim, obchody tych świąt będą inne niż te, które znamy z lat minionych. Prawdopodobnie święta zostaną ograniczone różnymi obostrzeniami. Możliwe, że tradycyjne święcenie pokarmów wielkanocnych zostanie odwołane. Pamiętajmy jednak o tym, że niezależnie od tego, jakimi obostrzeniami zostaną ograniczone te święta, to ich istota pozostanie niezmienna i to od nas będzie zależało, na ile uda się nam zachować ich duchowy charakter.

Tydzień poprzedzający Wielkanoc nazywa się Wielkim Tygodniem. Trzy ostatnie dni tego tygodnia to tzw. Triduum Paschalne, które rozpoczyna się od wieczornej Mszy w Wielki Czwartek, sprawowanej na pamiątkę Ostatniej Wieczerzy. Podczas niej Jezus ustanowił dwa sakramenty święte: Kapłaństwo i Eucharystię. W Wielki Piątek nie odprawia się Mszy świętych. Ten dzień upamiętnia śmierć Jezusa na krzyżu. Jest to dzień wyciszenia, powagi, postu, w którym szczególnie czczony jest krzyż. Tego dnia ołtarz pozbawiony jest obrusów, krzyża, świeczników i kwiatów. Triduum Paschalne kończy się Wigilią Paschalną, czyli nabożeństwem w noc z Wielkiej Soboty na Niedzielę Wielkanocną. Jest to oczekiwanie na zmartwychwstanie Chrystusa. Zapala się wówczas wielką woskową świecę – paschał, który symbolizuje zmartwychwstałego Chrystusa. W Niedzielę Wielkanocną odprawiana o świcie Msza Święta upamiętnia zmartwychwstanie Jezusa. Ten dzień jest czasem szczególnej radości.

Nowa nadzieja

Dzięki relacjom z Ewangelii możemy poznać prawdę o zmartwychwstaniu Jezusa. Chrystus umarł na krzyżu za nasze grzechy, został złożony do grobu. Grób po trzech dniach był już pusty. Jezus bowiem zmartwychwstał, ukazując się wielu osobom, które zostały świadkami tego, że On żyje.

„Po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób. A oto powstało wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim. Postać jego jaśniała jak błyskawica, a szaty jego były białe jak śnieg. Ze strachu przed nim zadrżeli strażnicy i stali się jakby umarli. Anioł zaś przemówił do niewiast: «Wy się nie bójcie! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział. Chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał. A idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: Powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie. Oto, co wam powiedziałem»” (Mt 28, 1-7).

Wielkanoc symbolizuje zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią. Zmartwychwstanie Jezusa ma więc ogromnie znaczenie dla chrześcijan. Daje nadzieję na nowe życie, na to, że śmierć, która jest nieunikniona, otwiera drogę do życia wiecznego. Dzięki Bożej łasce każdy z nas może pokonać swoje grzechy i słabości, tak aby móc narodzić się na nowo.

KG

Życzenia Wielkanocne

0

100. ROCZNICA ŚMIERCI – ROK OJCA WENANTEGO

0

31 marca 2021 r. przypada 100. rocznica śmierci Ojca Wenantego Katarzyńca.

W tym dniu zostanie zainaugurowany Rok Ojca Wenantego. Mszy św. w rocznicę śmierci Sługi Bożego będzie przewodniczył metropolita przemyski, abp Adam Szal. Uroczystą Mszę św. poprzedzi program modlitewny, który rozpocznie się o godz. 15:00 wspólną modlitwą Koronką do Bożego Miłosierdzia i konferencją duchową, którą wygłosi o. Arkadiusz Bąk, prowincjalny asystent Rycerstwa Niepokalanej. O godz. 17:00 będzie wspólna modlitwa różańcowa w intencji szybkiej beatyfikacji Sługi Bożego, przeplatana myślami zaczerpniętymi z Pism Ojca Wenantego Katarzyńca.

Na uroczystą inaugurację Roku Ojca Wenantego, franciszkanie z Kalwarii Pacławskiej serdecznie zapraszają wszystkich czcicieli Sługi Bożego, a szczególnie wspólnoty Rycerstwa Niepokalanej z franciszkańskich klasztorów z Podkarpacia, oczywiście z zachowaniem wszelkich reżimów sanitarnych. W uroczystościach będzie również można uczestniczyć on-line. Będzie także możliwość gorącego posiłku w Domu Pielgrzyma. Prosimy o zgłoszenie – do 25 marca – ilości osób w grupie, a także osoby indywidualne, które pragną skorzystać z posiłku w Domu Pielgrzyma. Wszystkie zgłoszenia grup i osób indywidualnych, a także dodatkowe informacje prosimy przysyłać na adres mailowy: wenanty.katarzyniec@gmail.com lub telefonicznie: 532 076 902 (o.Edward).

oes

Sprawozdanie finansowe gazety ZiarnoNadziei styczeń-luty nr 1-2/2021

0

Kochani Bracia i Siostry,

Poniżej przesyłamy Wam kompleksowe sprawozdanie finansowe dotyczące styczniowo-lutowego wydania bezpłatnej katolickiej gazety ZiarnoNadziei. Raport zamieszczamy dopiero teraz, ponieważ dopiero co zakończyliśmy dystrybucję gazety.

Gazeta ZiarnoNadziei tworzona jest charytatywnie przez młode osoby, które z tego tytułu nie pobierają żadnego wynagrodzenia. Docieramy do wielu miejsc, m.in.: szpitali, hospicjów, ośrodków pomocy społecznej, ośrodków terapii uzależnień, domów samotnej matki, domów dla bezdomnych, zakładów i schronisk dla nieletnich, zakładów karnych i więzień (w całej Polsce), na ulice Warszawy.

Oto zestaw dokumentów załączonych w załączniku wraz z całkowitymi kwotami związanymi z wydaniem numeru ZiarnoNadziei (gazeta jest również do pobrania na stronie https://ziarnonadziei.pl/home/pobierz-ziarno-nadziei):
1. Pełna historia konta (wpłaty darowizn oraz koszty związane z gazetą ZiarnoNadziei od dnia 22.12.2020 do 9.03.2021). Wcześniej, tj. 23.12.2020 na portalu ziarnonadziei.pl opublikowaliśmy pełną historię wpłat na darowiznę dotyczącą ZiarnoNadziei dotyczącą poprzedniego numeru.
2. Faktura za druk gazety ZiarnoNadziei styczeń-luty 2021 r. (2496,90 zł brutto). Nakład gazety wzrósł z 10 000 do 20 000 egzemplarzy.
3. Koszt znaczków i kopert łącznie 990,50 zł brutto (221,40 zł brutto +769,10 zł brutto).
4. Dokument (faktura) za transport gazety styczeń-luty w wysokości 109,47 zł brutto. Dodatkowo dokument potwierdzający przelew za grudniowy transport gazety ZiarnoNadziei w wysokości 97,17 zł brutto. Faktura została opłacona 23.12.2020r. I nie została ujęta do sprawozdania grudniowego.
5. Wynagrodzenie na postawie umowy zlecenia dla osoby dystrybuującej gazetę na ulicach Warszawy w wysokości 372 zł brutto. Dystrybucja gazety ZiarnoNadziei zakończyła się 8.03.2021 r. (31 godzin pracy).
6. Opłata ZUS za osobę dystrybuującą gazetę w łącznej kwocie 296,87 zł brutto. Składa się na to opłata za wynagrodzenie za bieżący styczniowo-lutowy numer w wysokości 183,22 zł brutto (okres 03/2021) oraz za dystrybucję grudniowego numeru w wysokości 113,65 zł brutto. Termin zapłaty był do 1.2021 r.
7. Podatek PIT-4 w łącznej kwocie 41 zł brutto. Podatek ten wyniósł 26 zł brutto za okres 03/2021 oraz 15 zł brutto za okres 12/2020. W grudniowym raporcie nie uwzględniliśmy tej wpłaty, ponieważ termin zapłaty był do stycznia 2021r.
8. Koszt prowadzenia rachunku bankowego w wysokości 4,90 zł brutto.
Całkowity koszt utworzenia gazety ZiarnoNadziei wyniósł 4182 zł brutto. (Nie uwzględniliśmy w podsumowaniu kosztu opłat dokonanych w styczniu tego roku za numer grudniowy, tj. PIT-4 oraz opłaty ZUS), który przedstawiamy w zestawieniu.
Uwaga: Wpłaty darowizn w terminie od 22.12.2020 do 9.03.2021 wyniosły 4410 zł brutto.

W załączniku przesyłamy wszystkie dokumenty do pobrania. Dla przejrzystości naszego projektu, każdorazowo po wydaniu każdego numeru, publikujemy sprawozdanie finansowe.

Jeszcze raz dziękujemy Wam za okazane serce i prosimy o modlitwę w intencji gazety ZiarnoNadziei, ażeby była ona nieustannie narzędziem w rękach Boga i dzięki niej jak najwięcej osób powróciło na Bożą drogę.

Jeżeli chcesz wspomóc nasz projekt i pomóc nam dotrzeć do wielu osób ze Słowem Bożym, to możesz dowolną kwotę płynącą prosto z serca wpłacić na następujący numer konta:
Bank Millenium
Paweł Pusz
nr konta: 13 1470 0002 2023 7315 2000 0001
UWAGA: Prosimy w tytule przelewu podać: Darowizna na gazetę ZiarnoNadziei.

Wszystkim darczyńcom raz jeszcze dziękujemy i nie zapominamy o nich w codziennej modlitwie.

Pozdrawiamy
Zespół ZiarnoNadziei

Męstwo – kolejna cecha życia ojca Wenantego

0

Męstwo niewątpliwie kojarzy się z męskością, czyli z mężczyzną. Ojciec Wenanty Katarzyniec był niewątpliwie człowiekiem mężnym, odważnym w znoszeniu przeciwności, stanowczym w opanowywaniu siebie. Chociaż z natury nieśmiały i słabego zdrowia, okazywał odwagę. Jeśli chodziło o sprawy i chwałę Bożą lub wierność obowiązkom jego odwaga wprawiała otoczenie w podziw.

Wielkie męstwo okazał już jako 9-letni chłopiec, kiedy rozpoczął dalszą naukę w szkole w Kamionce Strumiłłowej. Dzień w dzień, w pogodę słoneczną czy deszczową, często bez śniadania pokonywał odległość 4 kilometrów z Obydowa, swojej rodzinnej wioski do Kamionki, aby kontynuować naukę w szkole powszechnej. W niedługim czasie doszła jeszcze codzienna Msza św. o godz. 6:30, w której nie tylko uczestniczył, ale również dzielnie służył. Musiał zatem wcześnie wychodzić z domu, aby się nie spóźnić. Po szkole wracał do domu. Takie wędrowanie trwało cztery lata. Jako wikariusz w Czyszkach, chętnie jeździł do chorych nie zrażając się zakaźnymi chorobami, które dziesiątkowały parafian. I chociaż były to ciężkie czasy pierwszej wojny światowej, nigdy nie bał się jeździć do najodleglejszych zakątków parafii.

Szczególne męstwo i hart ducha okazał w czasie inwazji wojsk rosyjskich i frontu, jaki przesuwał się ze wschodu na zachód w 1914 r. w jego rodzinnych stronach. Kiedy miejscowa ludność chciała uciec i w największym zdenerwowaniu oczekiwała zbliżającego się wojska, Ojciec Wenanty zatrzymał ludzi, zgromadził wszystkich przy kaplicy i spokojnie zaczął odprawiać Mszę św. i spełniać pozostałe obowiązki kapłańskie. Wyjechał dopiero jak front przesunął się dalej i nie zagrażało już żadne niebezpieczeństwo. Również jako wikariusz w Czyszkach, gdy wojsko grasowało w okolicy, a inni kapłani byli niespokojni i lękliwi, Ojciec Wenanty nigdy nie okazywał żadnych obaw ani zdenerwowania.

W swojej pracy wychowawczej, chociaż był narażony na różne trudności, a oprócz tego powoli zaczęła męczyć go gruźlica, zawsze jednak był opanowany, nie pokazywał swoich emocji i zniecierpliwienia. Nie uskarżał się też na chorobę czy trudne i ciężkie nieraz warunki życiowe. Gdy otrzymał wiadomość o śmierci swego ojca, zachował wielką równowagę i jedynie kleryków prosił o wspólną modlitwę za jego duszę.

o.Edward Staniukiewicz

To się opłaca!

0

Każdemu z nas zdarza się przeżywać trudności, zmartwienia, nieprzyjemne sytuacje. Stajemy w swoim życiu przed różnymi problemami. Codziennie dokonujemy wyborów, podejmujemy decyzje. Jak się w tym wszystkim nie pogubić i znaleźć właściwą drogę w swoim życiu?

Rozwiązaniem jest życie na co dzień według Ewangelii. Warto się zastanowić nad tym, czy życie z Bogiem, w pokoju, radości, w świetle nie jest lepszą drogą od odrzucenia Boga w swoim życiu i bycia zdanym tylko na siebie, trwania w ciemności, zmagania się samemu z lękami i zwątpieniem? Wiadomo, że życie nie składa się z samych radosnych chwil. Na drodze życia pojawiają się różne problemy, różne trudne sytuacje. Te trudy życia łatwiej jest przeżywać, oddając je Bogu i ufając, że On z tych trudnych sytuacji, wbrew wszelkiej ludzkiej logice, wyprowadzi dobro. Bo tylko On to potrafi. Jedyna nadzieja, która nigdy nie zawodzi, jest w Bogu. Czy to nie jest trudniejsza sytuacja, kiedy człowiek odrzuca relację z Bogiem, idzie własną drogą, nie zastanawiając się nad odkryciem woli Bożej w swoim życiu i wówczas zdany jest tylko na siebie i własne ludzkie siły? Przecież można się wtedy zwyczajnie w życiu pogubić…

Jeżeli jednak zaprosimy Boga do swojego życia, to nawet jeżeli będzie w tym życiu panował nieład i bałagan, On uporządkuje wszystko to, co wymaga uporządkowania. Życie według Ewangelii spowoduje, że możliwe będzie „posegregowanie” różnych spraw w naszym życiu w zależności od stopnia ich ważności. W końcu, jak powiedział święty Augustyn: „Gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu”. Bóg oczyści nasze serca, wypełniając je miłością i uzdalniając do niesienia tej miłości innym, do życia w prawdzie, do przebaczania. Uwrażliwi nas na potrzeby innych ludzi, uwolni od egoizmu. Doświadczenie miłości Boga w życiu człowieka przemienia go i sprawia, że taki człowiek pragnie dzielić się swoją wiarą z innymi, nie zostawia jej tylko dla siebie. Pragnie się stać prawdziwym świadkiem Boga i swoim życiem dawać świadectwo wiary dla osób zagubionych, wątpiących, poszukujących.

Człowiek w dzisiejszych czasach bardzo często koncentruje się tylko na sobie i swoich potrzebach. Starając się osiągnąć jak najwięcej, zdobyć jak najwięcej dóbr materialnych i pieniędzy, zmagając się z nieustannym brakiem czasu i ciągłym pośpiechem, życiem w hałasie, nierzadko nie dostrzega innych wokół siebie. A przecież jesteśmy otoczeni innymi ludźmi. Wielu z nich potrzebuje naszej pomocy, czy choćby dobrego słowa, wsparcia, życzliwego gestu, uśmiechu. Ludzie jednakże niestety często zamykają się na innych, ignorując tych, którzy są w potrzebie.

Święta Bożego Narodzenia tuż-tuż. To szczególny czas, gdy będziemy obchodzić pamiątkę narodzenia Jezusa. Warto pojednać się ze swoimi bliźnimi tak, aby można było w spokoju zasiąść do wigilijnego stołu. To także szczególny czas, kiedy podkreślana jest konieczność niesienia pomocy osobom, które z różnych powodów znalazły się w trudnej sytuacji. Przecież Jezus mógł urodzić się jako król w pałacu, a jednak przyszedł na świat w stajni wśród zwierząt, w ubóstwie. Poznał cierpienie, trud życia, osamotnienie, stając się Człowiekiem. Z czystej miłości do każdego z nas poniósł śmierć na krzyżu. Chcąc dawać swoją postawą przykład innym, każdy z nas powinien wymagać najpierw od siebie, a nie od innych.

W dzisiejszych czasach króluje niestety materializm, natomiast rozwój duchowy spychany jest na dalszy plan. Przestrzeganie przykazań Bożych odbierane jest często jako forma ograniczenia, coś, co człowieka krępuje i nie pozwala mu w pełni cieszyć się życiem. Często brakuje czasu na modlitwę, na wyciszenie się, na rozmowę z Bogiem. W końcu świat wokół nas zapewnia nam tyle wciągających rozrywek. Myślenie o takich kwestiach, jak odpowiednie przygotowanie się do śmierci, troska o swoje zbawienie, także spotyka się często z nierozumieniem, może nawet z ironią. Nie jest łatwo żyć w świecie, w którym nieustannie jesteśmy kuszeni i codziennie musimy dokonywać właściwych wyborów. Trzeba uważać, aby nie stać się człowiekiem „światowym”, lecz podążać w życiu właściwą drogą. Jeśli serce człowieka nie jest przepełnione Słowem Bożym, łatwo jest ulec iluzjom tego świata.

Dlatego życie według Ewangelii jest właśnie odpowiedzią na to, jak tę właściwą drogę odnaleźć. Tymczasem ziemskie trendy wskazują nam zupełnie inną drogę i często ludzie, którzy pragną żyć Ewangelią, są niezrozumiani. Takie życie nierzadko uważane jest w oczach tego świata za coś, co się przedawniło, co jest już nieaktualne, po prostu niemodne! Pamiętajmy jednak o tym, co powiedział Pan Jezus: „Królestwo moje nie jest z tego świata” (J 18, 36). A zatem do tego Królestwa należą ci, którzy: „(…) nie są z tego świata (…)” (J 17, 16). Kiedy więc spotkamy się z opinią, że nie jesteśmy z tego świata, możemy to uznać za największy komplement…

PP

„Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6, 33).

Stać się Synem Marnotrawnym Boga

0

Zapraszamy do zapoznania się ze świadectwem Zbyszka.

Witajcie! Mam na imię Zbyszek i mam 35 lat. Mam czworo rodzeństwa.
Mój tata był organistą i zmarł, kiedy miałem 4 latka. Moja mama do dziś opiekuje się kościołem – jest kościelną. Wychowywany byłem w wierze. Sam tak bardzo pokochałem bliskość z Bogiem, że bardzo, ale to bardzo dużo się modliłem do Niego. Wczesna śmierć ojca, ciężar i trud, jaki spadł na mamę, by nas wychować, spowodował, że w domu zabrakło miłości rodzicielskiej. Mama, nie radząc sobie z tym wszystkim, bardzo często stosowała metodę bicia, by nad nami zapanować. To wszystko, jak i nierówne traktowanie, brak docenienia, spowodowały, że zacząłem szukać zrozumienia i akceptacji u kolegów. Odwróciłem się od Boga.

Zacząłem sięgać bardzo często po alkohol, do tego stopnia, że już w wieku 16 lat byłem alkoholikiem. Spałem pod drzewami, pod sklepem, za jakimiś budynkami, wracałem często do domu bardzo upity albo mnie zanoszono do domu. Do tego doszła duża agresja wobec innych ludzi. Próbowałem wyładować swoje problemy na innych. Dopuszczałem się więc rozbojów, krzywdząc innych ludzi fizycznie, jak i psychicznie, przez co mam dwa wyroki sądowe. Dochodziło nawet do bójek z użyciem sprzętu. Moja mama nie radziła sobie ze mną, więc wyrzucała mnie z domu. Wtedy, żeby przeżyć, musiałem też zacząć kraść. Choć i tak wszystko wydawałem na alkohol, rezygnując z jedzenia. Nienawidziłem matki. Nie raz myślałem, żeby ją zabić, ale miłość, jaką miałem do niej, blokowała mnie przed tym czynem.

Wyjechałem więc do Warszawy, traktując to jako ucieczkę. Tutaj doszły jeszcze narkotyki. Będąc uzależniony od alkoholu, uzależniłem się od narkotyków. Poza dożylnymi narkotykami, brałem prawie wszystko i bardzo często. Nerwica, depresja, agresja doprowadziły mnie do dwóch prób samobójczych. Pierwsza, jak miałem 17 lat i mieszkałem na wsi, na strychu, gdzie składowane były bele słomy. Znalazłem tylko jeden sznur, który się okazał zbyt słaby i zerwał mi się jeszcze w rękach. Druga w wieku 24 lat w Warszawie. Tu już miałem linkę. Zacisnąłem ją sobie na szyi i powoli czułem jak tracę oddech i zaczynam słabnąć. Aż w pewnym momencie poczułem, jakby ktoś złapał mnie za moją rękę, którą ściągnąłem linkę i usłyszałem wewnętrzny głos: „To nie jest jeszcze Twoja chwila!”. Oczywiście ta sytuacja nie przyczyniła się do poprawy mojego sposobu życia. Okaleczałem swoje ciało żyletkami, nie akceptując siebie i swojego wyglądu. I tak pewnego razu od częstego picia, mój organizm się sprzeciwił i z bardzo mocno podniesionym ciśnieniem trafiłem do szpitala. Tam też zrozumiałem, że Bóg mnie ostrzega, bym się opamiętał.

Od tamtej pory znowu zacząłem się modlić i wróciłem do kościoła. Jednak dalej narkotyki i alkohol były ważną częścią mojego życia. Kupiłem sobie moje pierwsze Pismo Święte, które zacząłem czytać. Tylko od razu sobie założyłem, że to, co w Nim jest napisane, jest prawdą. W międzyczasie rozpadł się mój związek, więc to też zbliżyło mnie do Boga. Nawet jednego razu wybrałem się na spotkanie: „Jezus na Stadionie”. I tam stało się coś niesamowitego. Tam poczułem obecność Boga. W momencie Jego przyzywania i uwielbiania, czułem, jak jest przy mnie. Poczułem się tam szczęśliwy, kochany, akceptowany. Pomimo, że od samego początku toczyłem ogromną walkę wewnętrzną, by tam być, to wraz z kolejną modlitwą po każdej konferencji, coraz bardziej chciałem zostać, aż wytrwałem do samego końca.

Wracając ze stadionu do centrum, a jest to około 4 km, skakałem wręcz z radości i pozdrawiałem mijanych na ulicy ludzi. Zacząłem więc odmawiać Nowennę Pompejańską do Maryi, bym został uwolniony od nałogów, przez co będę mógł się zbliżyć bardziej do Boga. Mój kolega w pracy zaczął dostrzegać moje zmiany w życiu wobec wiary, więc zaczął mnie namawiać do wstąpienia do wspólnoty katolickiej. Ale odpychało mnie jego namawianie, a zarazem ten zachwyt Bogiem. Pewnego razu zaprosił mnie na mszę o uzdrowienie duszy i ciała, którą organizowała jego wspólnota. Pomimo dużej walki wewnętrznej, postanowiłem tam pójść i zobaczyć, co on tak zachwala. Był wystawiony Najświętszy Sakrament. Uklęknąłem sobie w ławce i zacząłem rozmawiać z Bogiem. Nie spodziewałem się tego, co zaraz się stało. Nie mając nawet takiego zamiaru, nie planując nawet tego, Pan Bóg tak mocno otworzył moje serce, że wypowiedziałem słowa: „Panie Boże, ja już nie chcę takiego życia. Proszę, zmień je. Chcę pójść Twoją drogą. Zostań moim Panem!”. Łzy od razu popłynęły z moich oczu, a ciarki przechodziły przez całe moje ciało. Po wszystkim wyszedłem taki szczęśliwy z kościoła, jaki jeszcze nigdy nie byłem…

Wiedziałem już, że nie chcę utracić takiego stanu duchowego. Postanowiłem więc wstąpić do wspólnoty, jednak innej niż ta, do której należał mój kolega. Wstąpiłem do Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym: „Strumień wody żywej”. Po pewnym czasie, zarówno ja sam, jak i moi znajomi, zaczęli dostrzegać zmiany we mnie. Moje życie odmieniło się o 180 stopni. Pan Bóg uwolnił mnie od przeklinania, z którym miałem ogromne problemy. Stałem się mniej nerwowy i wybuchowy. Zacząłem inaczej patrzeć na ludzi. Już nie z chęcią zabicia kogoś, lecz z miłością i szacunkiem. Zacząłem akceptować innych takimi, jakimi są i stawać się być wyrozumiałym wobec nich. Pan Bóg nauczył mnie przebaczać innym i przepraszać, kiedy kogoś zranię.

Uwolnił mnie od uzależnienia od pornografii, dzięki czemu staram się żyć w czystości. Moja relacja z mamą tak się zmieniła, że jeszcze nigdy tak dobra nie była. Ja ją bardzo mocno kocham i wiem, że ona też mnie kocha. Przebaczyliśmy sobie nawzajem krzywdy, jakie wyrządziliśmy jedno drugiemu. Nawet kiedy się dowiedziałem, że miałem być abortowanym dzieckiem, nie miałem problemu jej przebaczyć, a wręcz, zachwyciłem się jej postawą, że jednak nie dokonała aborcji. I co najważniejsze, Pan Bóg uwolnił mnie od nałogów: alkoholowego i narkotykowego. I pomimo, że czasami zdarzy mi się napić, to nie wpadam już w tzw. cugi, trwające kilka dni. Ale staram się unikać alkoholu, żeby mnie nie odciągał od Boga i nie pociągał do innych grzechów.

Dzięki wspólnocie zacząłem wzrastać też duchowo. Wyjeżdżając na rekolekcje, pogłębiam swoją relację z Bogiem. Uwielbiam rozmawiać z Bogiem i każdy temat z Nim poruszam. Lubię spędzać z Nim czas, przez co moja codzienna modlitwa trwa prawię godzinę. Do tego uczestniczę w codziennej Eucharystii. Pan Bóg wysłuchuje moich modlitw i próśb. Mam świetną pracę, dzięki czemu powychodziłem z długów. Jestem szczęśliwym człowiekiem, który akceptuje swoje ciało i już nawet przez myśl mi nie przechodzi, bym mógł odebrać sobie życie. Bóg uczy mnie ciągle miłości, do tego stopnia, że nawet ludziom, którzy mnie skrzywdzą w głębi serca błogosławię i proszę Boga o przebaczenie danej osobie i by mnie nauczył całym sercem przebaczać.

Stałem się Synem Marnotrawnym Boga. Bo tak, jak ten syn z Biblii, też opuściłem swojego Ojca. Upadłem tak nisko, że leżałem w życiowym chlewie, żywiąc się jak świnia. A On cierpliwie czekał na mnie. I wychodził i patrzył, czy wracam do Niego. Aż musiałem sięgnąć największego dna, by wrócić do Niego. A On mnie nie potępił. Tylko wyprawił ucztę, zmieniając moje życie.

ZT
„Bóg nigdy nie rezygnuje ze swoich dzieci, nawet takich, które stoją do Niego plecami” (Kardynał Stefan Wyszyński).

Życie bez Światła

0

Kiedy wchodzimy do ciemnego pomieszczenia, szukamy źródła światła. W ciemności bowiem nie jesteśmy w stanie niczego zobaczyć…

W ciemności nie widzimy wyraźnie tego, co znajduje się w pomieszczeniu. W ciemności możemy czuć się nieswojo, odczuwać lęk, niepokój. Każdy z nas pewnie doświadczył w swoim życiu takich chwil, gdy wieczorem lub w nocy zabrakło światła i trzeba było szukać na przykład świeczki czy latarki. Z pewnością nie była to dla nas komfortowa sytuacja. Światło sprawia, że widzimy wyraźnie i wszystko wokół nas nabiera blasku i kolorów. Potrzebujemy źródła światła, by się poruszać, pracować, uczyć się, po prostu normalnie funkcjonować. Zapewne też nikt z nas dobrowolnie nie chodzi ciemnymi ulicami, nie wchodzi w ciemne zaułki, gdyż w ciemności czujemy zagrożenie i obawiamy się, że czyha na nas jakieś niebezpieczeństwo.

Tymczasem wielu z nas wybiera w swoim życiu ciemność. Czasami taka sytuacja trwa na tyle długo, że się do niej przyzwyczajamy i uznajemy za naturalny stan. Gdy spojrzymy na namalowany według wskazówek Świętej Faustyny obraz: „Jezu, ufam Tobie!”, zobaczymy na nim Jezusa ubranego w białą szatę, z prawą ręką podniesioną w geście błogosławieństwa, zaś lewą ręką wskazującego na Swoje Serce, z którego wychodzą dwa duże promienie. Jeden czerwony, a drugi blady. Oznaczają one krew i wodę. Łatwo można zauważyć, że poza Jezusem na tym obrazie nic nie ma. Jest tylko ciemne tło. Poza Bogiem, który jest Światłością, istnieje bowiem tylko ciemność, pustka i śmierć. Wiadomo, że człowiek nie jest doskonały i zdarza mu się upadać, ale największym złem jest to, kiedy nie chce się z tego upadku podnieść, trwa w grzechu i co za tym idzie, także w ciemności. Odcinając się od Boga, człowiek pozbawia się źródła światła.

„Bóg jest światłością (…)” (1 J 1,5).

Życie z Bogiem, pielęgnowanie relacji z Nim, jest jedyną możliwością, by żyć w świetle i mieć prawidłowy obraz świata, a nie zniekształcony przez grzech. Trwając w ciemności, przestajemy bowiem postrzegać różne sprawy takimi, jakie są one w rzeczywistości. Wiele rzeczy wtedy nie widzimy. Podobnie jakbyśmy weszli do ciemnego pomieszczenia – jak możemy bez źródła światła dostrzec dokładnie i wyraźnie wszystko to, co się w nim znajduje? Wybierając ciemność, nie jesteśmy zdolni podejmować właściwych wyborów, często błądzimy, gubimy się, bo żyjemy z dala od światła. Nie odkrywamy wtedy woli Bożej w swoim życiu, nie zastanawiamy się, czy droga, którą idziemy, jest tą właściwą dla nas. Żyjemy wówczas według własnego uznania, ale w ten sposób nie osiągniemy w pełni szczęścia, pokoju, wolności, bo to jest możliwe tylko w Bogu. Wszystko, co może nas w życiu pięknego i prawdziwego spotkać, jest właśnie w Nim.

„Przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności” (J 12, 46).

Boże Narodzenie, które niebawem będziemy obchodzić, jest okazją do świętowania narodzin Jezusa. Ten szczególny czas Świąt może się także dla nas stać okazją do zaproszenia Pana Jezusa do swojego życia, pozwolenia, aby narodził się On na nowo w naszych sercach tak, abyśmy mogli wyjść z ciemności.

KG

O tym, co nieuchronne

0

„Czy jest ktoś, kto by żył, a śmierci nie zaznał?” (Księga Psalmów 89, 49).

Odpowiedź na to pytanie postawione przez psalmistę wydaje się dla każdego z nas oczywista. Każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, że kiedyś przyjdzie taki moment, iż trzeba się będzie pożegnać z tym światem. Jednakże wielu z nas żyje tak, jakbyśmy o tym zupełnie zapomnieli albo też świadomie nie chcieli o tym pamiętać. Odrzucamy myśl o śmierci. Koncentrujemy się na dobrach materialnych, na osiągnięciu sukcesu, na zdobyciu prestiżu. Żyjemy szybko i ta myśl o śmierci nam umyka. A wobec niej wszyscy są równi.

Czy w życiu chodzi o to, by mieć więcej, lepiej i wygodniej? Czy to jest prawdziwy sens naszego istnienia? Skupiając się tylko na tym, co materialne, możemy przeoczyć bardzo ważną kwestię. Niezależnie od tego, czy uważamy, że liczy się tylko to, co doczesne, czy też ma dla nas znaczenie rozwój duchowy i staranie się o swoje zbawienie, każdy z nas posiada taką cząstkę życia, która jest wieczna. Jest nią dusza.

„Dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka (…)” (Księga Mądrości 2, 23).

Nie myślimy o przygotowaniu do śmierci, uważając, że nie przyjdzie ona zbyt szybko i nas nie zaskoczy. Niemal codziennie słyszymy jednak o wypadkach śmiertelnych, czy o jakichś katastrofach naturalnych, w których niespodziewanie zginęli ludzie. Zapominamy o tym, jak słabi jesteśmy i jak kruche jest nasze życie. A przecież każdego dnia zbliżamy się do kresu naszego życia. Brak refleksji nad życiem, odrzucenie wartości, wyścig za dobrami materialnymi może okazać się zgubny. Być może myślenie na zasadzie: „jakoś to będzie” do tej pory sprawdzało się w naszym życiu, z lepszym bądź gorszym skutkiem, i dlatego uważamy, że w chwili śmierci ta zasada też przyniesie nam korzyść? Nasza przyszłość będzie jednak zależała od tego, jak przeżyliśmy ten czas na ziemi i jakich wyborów codziennie dokonywaliśmy. To, czy opowiemy się po stronie życia wiecznego, stawiając na relację z Bogiem, czy też nie podejmiemy starań o swoje zbawienie, zależy tylko od nas.

„A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą” (Księga Mądrości 2, 24).

Jak łatwo jest zatracić się w dzisiejszym świecie, który tak mocno kusi… Pieniędzmi, seksem, przyjemnościami, egoizmem czy brakiem wartości. W chwili śmierci nie będzie miało znaczenia to, jaki był nasz status materialny, gdzie mieszkaliśmy, czy jakim samochodem jeździliśmy. Wiele osób odrzuca jednak w swoim życiu Boga i uważa, że mówienie o Nim we współczesnym świecie, w XXI wieku, jest pomyłką i świadczy o trwaniu w ciemnogrodzie. Wówczas te osoby żyją tak, aby jak najwięcej używać życia i niczym się nie martwić. Chcą z niego korzystać bez żadnych ograniczeń, gdyż wydaje im się, że kiedy życie na ziemi się skończy, dalej już nic nie ma. Takie podejście sprawia, że człowiek zmierza nieuchronnie nie tylko ku śmierci fizycznej, ale i poprzez trwanie w grzechu, sprowadza na siebie śmierć duchową… Oczywiście powinniśmy cieszyć się życiem, doceniać jego wartość, dostrzegać piękno tego świata, ale ważne jest, aby nie stracić sprzed oczu tego, co w życiu najistotniejsze i nie dać się złapać w pułapkę myślenia, że po śmierci niczego nie ma, więc po co się teraz ograniczać?

„A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka” (Księga Mądrości 3,1).

Dopóki żyjemy, mamy możliwość dokonania wyboru. Potem może być już za późno. Warto ustalić na nowo priorytety w swoim życiu i zastanowić się, co jest w nim naprawdę ważne. Trzeba mieć odwagę, aby zdecydować się pójść właściwą drogą. Drogą, która przyniesie zbawienie. Nawet jeśli nasze życie tu na ziemi nie będzie jedynie pasmem sukcesów, to warto podjąć ten wysiłek i żyć tak, aby w każdym dniu nie zabrakło czasu i miejsca dla Boga. Stawką jest bowiem życie wieczne.

PP

„Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (List do Rzymian 6, 23).

Zobacz również