Sprawozdanie finansowe gazety ZiarnoNadziei maj-lipiec nr 5-7/2021

Kochani Bracia i Siostry,
Poniżej przesyłamy Wam kompleksowe sprawozdanie finansowe dotyczące majowo-lipcowego wydania bezpłatnej katolickiej gazety ZiarnoNadziei.

Gazeta ZiarnoNadziei tworzona jest charytatywnie przez młode osoby, które z tego tytułu nie pobierają żadnego wynagrodzenia. Docieramy do wielu miejsc, m.in.: szpitali, hospicjów, ośrodków pomocy społecznej, ośrodków terapii uzależnień, domów samotnej matki, domów dla bezdomnych, zakładów i schronisk dla nieletnich, zakładów karnych i więzień (w całej Polsce), na ulice Warszawy.

Oto zestaw dokumentów załączonych w załączniku wraz z całkowitymi kwotami związanymi z wydaniem numeru ZiarnoNadziei (gazeta jest również do pobrania na stronie https://ziarnonadziei.pl/home/pobierz-ziarno-nadziei):
1. Pełna historia konta (wpłaty darowizn oraz koszty związane z gazetą ZiarnoNadziei od dnia 10.05.2021 do 10.09.2021). Wcześniej, tj. 10.05.2021 na portalu ziarnonadziei.pl opublikowaliśmy pełną historię wpłat na darowiznę dotyczącą ZiarnoNadziei dotyczącą poprzedniego numeru.
2. Faktura za druk gazety ZiarnoNadziei maj-lipiec 2021 r. (3001,20 zł brutto). Nakład gazety wyniósł 25 000 egzemplarzy.
3. Koszt znaczków i kopert łącznie 727,10 zł brutto (łącznie 177,30 zł brutto, 217,80 zł brutto oraz 332 zł brutto).
4. Dokument (faktura) za transport gazety maj-lipiec w wysokości 116,71 zł brutto.
5. Wynagrodzenie na postawie umowy zlecenia dla osoby dystrybuującej gazetę na ulicach Warszawy w wysokości 456 zł brutto.
6. Opłata ZUS za osobę dystrybuującą gazetę w łącznej kwocie 239,59 zł brutto (za okres 07/2021).
7. Podatek PIT-4 za okres 7/2021 wynoszący 31 zł brutto.
8. Oplata SSL na rok w kwocie 121,77 zł brutto.

Całkowity koszt utworzenia gazety ZiarnoNadziei wyniósł 4693,37 zł brutto.
Uwaga: Wpłaty darowizn w terminie od 10.05.2021 do 10.09.2021 wyniosły 3824 zł brutto.

W załączniku przesyłamy wszystkie dokumenty do pobrania. Dla przejrzystości naszego projektu, każdorazowo po wydaniu każdego numeru, publikujemy sprawozdanie finansowe.

Jeszcze raz dziękujemy Wam za okazane serce i prosimy o modlitwę w intencji gazety ZiarnoNadziei, ażeby była ona nieustannie narzędziem w rękach Boga i dzięki niej jak najwięcej osób powróciło na Bożą drogę.

Jeżeli chcesz wspomóc nasz projekt i pomóc nam dotrzeć do wielu osób ze Słowem Bożym, to możesz dowolną kwotę płynącą prosto z serca wpłacić na następujący numer konta:
Bank Millenium
Paweł Pusz
nr konta: 13 1470 0002 2023 7315 2000 0001
UWAGA: Prosimy w tytule przelewu podać: Darowizna na gazetę ZiarnoNadziei.

Jeszcze raz dziękujemy Wam za okazane serce i prosimy o modlitwę w intencji gazety ZiarnoNadziei, ażeby była ona narzędziem w rękach Boga i dzięki niej jak najwięcej osób powróciło na Bożą drogę.

My ze swojej strony również obiecujemy codzienną modlitwę za wszystkich darczyńców.
Pozdrawiamy
Zespół ZiarnoNadziei

1 31 2 17 3 15 4 5 6 7 8 9 10 11 11 12 11 13 8 14 7 15 6 16 4 17 3 18 3 19 2 20 2 21 2 22 2 23 2 24 2 25 2 26 2 27 2 28 1

Dostrzec człowieka

Jak co roku świętujemy narodziny Pana Jezusa, ale czy odpowiednio przyjmujemy Go na co dzień do naszych serc? Czy staramy się Go naśladować w swoim życiu, każdego dnia?

Niejednokrotnie zdarza się nam spotykać ludzi żebrzących na ulicach, także przy kościołach. Często pomagamy tym ludziom poprzez ofiarowanie im pewnej sumy pieniędzy i udajemy się dalej w swoim kierunku. Nierzadko nie próbujemy z nimi nawet chwilę porozmawiać, lecz odchodzimy w poczuciu spełnionego dobrego uczynku. Ilu z nas, mijając kogoś żebrzącego, zatrzyma się przy nim na chwilę, spróbuje porozmawiać, po prostu dostrzec w tej osobie człowieka, zamiast tylko dać bez słowa pieniądze? Czy właśnie takiej pomocy udzieliłby Jezus? Odpowiedź na to pytanie może nam zobrazować historia opisana w Ewangelii, dotycząca niewidomego pod Jerychem (Mk 10, 46-52).

Opowieść ta dotyczy niewidomego żebraka imieniem Bartymeusz, który słysząc o nadchodzącym Jezusie, zawołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”. Wielu znajdujących się w pobliżu ludzi próbowało go uciszyć, lecz człowiek ten jeszcze głośniej zawołał. Wołanie to dotarło do Jezusa, który kazał niewidomego przywołać do Siebie.

Rozważmy tę historię w stosunku do naszego życia. Jak często stajemy się takim tłumem, który widząc ludzi w potrzebie, stara się ich uciszyć, bo ci ludzie przeszkadzają, śmierdzą, są brudni, niewygodni dla naszego życia? A jak często staramy się, podobnie jak Pan Jezus, wsłuchać się w ich wołanie o pomoc i odpowiedzieć na ich wezwanie?

Spójrzmy na postawę samego Jezusa, który przecież jest Bogiem i doskonale wie, co dolega temu człowiekowi. Mógłby mu pomóc ot tak, nawet nie zwracając uwagi na niego. Jezus jednak robi coś zupełnie innego. Każe go przywołać do Siebie. Ale przecież Bartymeusz jest niewidomy. Jak więc ma trafić do Jezusa, skoro Go nie widzi? Beznadziejność sytuacji i desperacja, w jakiej znajduje się potrzebujący, sprawia, że staje on na wyżynach swoich możliwości i idzie po omacku do Syna Bożego. A Jezus dalej zadaje mu pytanie, pomimo, że dobrze wie, co mu dolega: „Co chcesz, abym ci uczynił?”. Pan Jezus nie idzie na łatwiznę, nie uzdrawia go ot tak, po prostu. Chce poznać jego problem, jego historię. Po czym dopiero mu pomaga i uzdrawia ze ślepoty.

To pokazuje, że ważna jest nie tylko pomoc materialna, ale również zainteresowanie się historią danego człowieka. Ponieważ po rozmowie z potrzebującym pomocy człowiekiem, może się okazać, że na przykład znamy lekarza, który może pomóc danej osobie, znamy świetnych terapeutów lub ośrodki, które oferują pomoc dla uzależnionych. Znamy bractwa, schroniska lub noclegownie, gdzie znajdą oni schronienie lub miejsce pracy, gdzie znajdą zatrudnienie. A być może usłyszą dobre słowo pocieszenia w ich trudnym życiu. I co najważniejsze, nie poczują się odrzuceni, jeśli poświęcimy im więcej czasu, niż te kilka sekund na wrzucenie monet. Poczują się w swoim życiu wysłuchani.

Bez względu na to, jak potrzebujący wygląda, czy jest alkoholikiem, narkomanem, brudnym, zaniedbanym człowiekiem, czy zwykłą osobą w potrzebie, nie oceniajmy życia tych ludzi, nie osądzajmy ich, nie uciszajmy, jak tłum w historii o Bartymeuszu. Ci ludzie potrzebujący pomocy wznieśli się na wyżyny swoich możliwości, żeby się tak uniżyć, będąc we własnym wstydzie, aby prosić innych o pomoc. Sytuacja, w której się znaleźli jest przecież dla nich wielkim cierpieniem i upokorzeniem. Wyciągają rękę o pomoc i pragną, aby inni dostrzegli w nich po prostu człowieka. Każdy z nas nie raz w swoim życiu wyciąga rękę o pomoc. Przecież każdy pragnie i szuka miłości, zrozumienia, akceptacji, szacunku…

ZT

„Nie wolno przechodzić obojętnie. Musimy zatrzymać się obok cierpiącego, bez względu na to, kim jest. To dar z nas samych” (Św. Jan Paweł II).

Otrzymałem drugie życie…

Wychowywany był w ciężkich warunkach, w domu, w którym na próżno szukać okazywania sobie miłości. Miało to wpływ na jego dalsze losy i życie. Jednak Bóg wyciągnął go z bagna, w którym się znalazł, czego efektem było nawrócenie oraz piesza pielgrzymka z Warszawy do Medjugorie. Przedstawiamy wywiad z Bartłomiejem Krakowiakiem, twórcą bloga: ,,Z buta do Maryi” oraz autora książki o tym samym tytule.

Bartku, jak wyglądało Twoje dzieciństwo?
Wychowywany byłem w rodzinie patologicznej, w której dominował alkohol, a także miała miejsce przemoc i popadanie w konflikt z prawem. Wychowywałem się więc, nie mając prawidłowych wzorców męskości. Dodatkowo od najmłodszych lat byłem psychicznie i fizycznie gnębiony przez ojca. Wmawiano mi, że nic nie osiągnę, że do niczego się nie nadaję i że jestem zerem. Miało to wpływ na moją postawę jako dziecka. Mając 8 lat, wstydziłem się samego siebie, tego, co mam w domu. Byłem poniżany w szkole, że nie mam markowych ubrań, że wyglądałem jak brudas, nie mając się w co ubrać. Gdy miałem 12 lat, mama odeszła od ojca. Jeszcze przed tą decyzją w domu dochodziło do patologicznych zdarzeń, np. rzucania butelkami po wódce. Przeprowadziliśmy się więc do babci.

Czy przeprowadzka coś zmieniła?
Niestety również tam nie otrzymałem miłości i akceptacji. W wieku 12-13 lat zacząłem kraść, ćpać, popadłem w złe towarzystwo. Teraz wiem, że to też byli pogubieni ludzie, jak ja kiedyś. Z powodu braku miłości przez cały okres dorastania, do 18 roku życia chciałem być złym człowiekiem. Byłem agresywny, a złość wyładowywałem na innych. Nie było takiego dnia, abym nie wylądował na komisariacie. Stał się on moim drugim domem. Pewnego razu, kiedy w wieku 14 lat upiłem się, mając ponad dwa promile alkoholu, spadłem z dachu. Lekarze dawali mi wówczas tylko dziesięć procent szans na przeżycie.

Ale na tym się nie skończyło…
Tak. Poszedłem złą drogą. Dostałem kuratora, który miał za zadanie wyprostować moje ścieżki. W wieku 15 lat trafiłem do poprawczaka, bo kuratorowi nie udało się zapanować nade mną. Uciekłem stamtąd, ukrywałem się na melinach. Spałem po piwnicach, na brudnych materacach. Dużo ćpałem i kradłem, a do domu nie mogłem wrócić, bo policja czekała na mnie pod domem. Po trzech miesiącach złapali mnie i ponownie trafiłem do poprawczaka, tylko do izolatki. W nocy wychowawca bił mnie pałą po nogach, aby mnie czegoś nauczyć, ale efekt był odwrotny od zamierzonego. Niczego to mnie nie nauczyło. A nawet, po roku, w krótkich spodenkach i skarpetkach uciekłem kolejny raz przed świętami Bożego Narodzenia. Gdy kolejny raz mnie złapali, trafiłem do ośrodka socjoterapii. Tam zacząłem dowiadywać się czegoś na swój temat. Wcześniej wiedziałem tylko, że jestem złym człowiekiem. Czułem zło. Po dwóch latach terapii postanowiłem zmienić swoje życie.

Postanowienie postanowieniem, ale czy udało się je zrealizować?
Na słowach się skończyło. Nie chciałem takiego towarzystwa jak kiedyś, takiego życia, jakie prowadziłem. Ale tak naprawdę oprócz tego, że chciałem się zmienić, to nic się nie zmieniło w moim życiu. Pozostali ci sami znajomi, rodzina była taka sama jak przedtem. Nie czułem się kochany, nie potrafiłem sam kochać. Teraz rozumiem, dlaczego młodzi ludzie, którzy czują się niekochani, uciekają w narkotyki, alkohol, seks. A żeby temu zaradzić, wystarczyłoby rodzicom mówić proste słowa: Kocham Cię. Dlatego też, jeżeli ktoś ma na przykład 15 lat i rzuci kamieniem w szybę, to nie mówię, że jest to chuligan, tylko brakuje mu miłości. Mój przykład jest najlepszym dowodem na potwierdzenie moich słów. Długo nie wytrzymałem i po niecałym miesiącu wróciłem na ulicę. Dodatkowo, przez każdego byłem skreślony – sąsiadów, rodzinę, nauczycieli. Mówili, że albo ja kogoś zabiję i trafię do więzienia, albo ktoś zabije mnie. Po jakimś czasie poznałem dziewczynę. Ja nie potrafiłem kochać, ona zresztą też. Oboje pochodziliśmy z podobnych rodzin. W wieku 18 lat dowiedziałem się, że zaszła w ciążę.

Jak zareagowałeś na tą sytuację?
Byłem młodym chłopakiem, nie potrafiłem być dobrym człowiekiem, a co dopiero ojcem. Mało tego. Nie wyobrażałem sobie życia jako ojciec. Za młody byłem. Dlatego, gdy dowiedziałem się o ciąży, chciałem, aby moja dziewczyna dokonała aborcji. Tłumaczyłem to tym, że nie byłbym w stanie wziąć odpowiedzialności za małego człowieka na swoje barki. Na całe szczęście moja mama, z którą poprawiła się moja relacja, skutecznie mnie od tego planu odwiodła.

Do tego miałeś zupełnie inny wzorzec męskości.
Tak, był nim facet, który woził kij bejsbolowy w aucie, każdego bił. Byłem wpatrzony w twardych facetów, sprzedających narkotyki. Facet musiał się dla mnie bić, a do tego powinien sypiać z kobietami i traktować je przedmiotowo.

Czy odkryłeś w sobie miłość ojcowską?
W czwartym miesiącu ciąży dowiedzieliśmy się, że syn ma wadę serca oraz wadę narządów wewnętrznych. Wiadomo było, że po jego narodzinach czekała na niego operacja przeszczepu serca. I wtedy po raz pierwszy poczułem miłość do człowieka. Stało się to podczas badań USG, kiedy zobaczyłem małego Igorka. Poczułem, że kocham go, choć jeszcze wcześniej chciałem, aby moja kobieta dokonała aborcji. Bardzo wzruszyłem się faktem tego, co przechodzi i wzbudziło to we mnie ojcowskie emocje.

Co zamierzałeś zrobić?
Postanowiłem, że zrobię wszystko, aby go uratować. Wówczas nie wierzyłem w Boga. Prześladowałem ludzi, którzy mówili o Nim. Wyzywałem ich, biłem, opluwałem. Na słowo ,,Jezus”, włączała mi się agresja. Byłem daleko od Boga. Dodatkowo byłem nauczony, że wszystko jest w moich rękach, że prawdziwy facet ze wszystkim poradzi sobie sam. Że człowiek jest kowalem swojego losu. Aby zarobić na leki dla mojego dziecka, rzuciłem szkołę i zacząłem pracę, aby tylko dziecku pomóc. Niestety, mimo moich starań, mój nienarodzony synek zmarł w szóstym miesiącu ciąży mojej partnerki.

To było dla Ciebie traumatyczne przeżycie...
Gdy moja kobieta poroniła, w szpitalu trzeba było wywołać ciążę. Wówczas zobaczyłem najbardziej dramatyczną sytuację w moim życiu – w szpitalu na podłodze zobaczyłem w kawałkach moje dziecko. Niosąc trumnę z ciałem podczas pogrzebu, pierwszy raz odezwałem się do Boga. Zacząłem Go wyzywać, krzyczeć na Niego, mówiąc, że Go nienawidzę. Nazywałem w tym czasie siebie niewierzącą osobą. Wszystko Jemu wyrzuciłem i obarczałem za to, co się stało. Nie chciałem wtedy takiego Boga, wyzywałem Go. Po śmierci i pogrzebie nie mogłem się ogarnąć. Niestety uciekłem wówczas w alkohol i narkotyki. Jednak Bóg się tym nie zraził i widząc moją ,,szczerą modlitwę”, zaczął działać w moim życiu. Były to cuda.

Co się wówczas wydarzyło?
Pewnego razu dostałem od mojej znajomej zaproszenie na rekolekcje. Nie wiedziałem, co to za słowo. Musiałem to sprawdzić w Internecie. Rekolekcje trwały cztery dni. Znajoma powiedziała mi, że będzie fajnie. Pomyślałem, że oprócz siedzenia z ziomkami pod blokiem, nie mam co robić. Zatem pojechałem. Gdy wszedłem do budynku, w którym ludzie wielbią Boga – a tych osób było kilkaset – mówiąc, że Jezus żyje, pomyślałem, że to jakaś sekta, a oni są niespełna rozumu. Zostałem tam tylko po tylko, żeby się z nich śmiać, a potem chłopakom na ulicy opowiadać to, co widziałem. Ale po paru godzinach pobytu w kościele, sam poczułem się jak jakiś ,,czub”, że nie chwalę Boga, nie śpiewam. Nie potrafiłem tego zrobić, choć na telebimie był wyświetlony tekst piosenki: „Jezus żyje, jest dobry”. We mnie na te słowa narastała złość, załączyła mi się agresja, którą miałem przez całe życie. Wtedy byłem egoistą i pysznym człowiekiem. Nie patrzyłem na to, ile osób zraniłem, czy skrzywdziłem, ale że mi się wszystko należy i jestem pokrzywdzony. Wyszedłem z tego budynku, bo nie mogłem znieść tego, co słyszę. Podszedł wówczas do mnie ksiądz. Możecie sobie wyobrazić, jakie wówczas miałem zdanie o księżach, wychowując się na ulicy. Jedyne, co poczułem to to, że chcę go pobić. Tymczasem on podszedł do mnie i zaczął mówić o sobie. To mnie zdziwiło, że nie oceniał mnie, tylko zaczął opowiadać historię swojego życia. Powiedział, że wychował się na ulicy, że żył w patologii. Jego historia pokrywała się z moją. Na koniec powiedział, że postanowił, iż jak się nawróci, to zostanie księdzem, żeby pomagać takim ludziom, jakim on sam był kiedyś. Bardzo do mnie trafił, został ewidentnie postawiony przez Boga. Namówił mnie na spowiedź.

Czy coś jeszcze zdarzyło się podczas rekolekcji?
Podczas rekolekcji była modlitwa uwielbienia i o uzdrowienie. Miały tam miejsce spoczynki w Duchu Świętym. Ksiądz nakładał ręce na ludzi, którzy upadali. Ja stałem w kolejce, pomyślałem: „co ja tu robię?”, ale ciekawość zwyciężyła. Gdy kapłan położył na mnie ręce, nie powiedział nawet słowa, a ja już leżałem na podłodze. Miałem wtedy pierwszy spoczynek w Duchu Świętym. Czułem wtedy, że ktoś wlewa we mnie miłość. Tym Kimś był Bóg. Gdy tylko wstałem z podłogi, poszedłem do księdza, pytając się, co to było. On mi powiedział, że przyszedł do mnie sam Bóg i wlał mi Swoją miłość. Zacząłem myśleć o tym. Wracając do domu, zacząłem wpisywać w Internecie słowo: spoczynek w Duchu Świętym. I za każdym razem wyskakiwało mi słowo: Jezus. Znałem to imię, ale nie znałem Jezusa. Gdy Go poznałem i zacząłem czytać Biblię, książki religijne, poznałem to, co zrobił, co będzie robił i zakochałem się w Nim. Tylko byłem tak pogubionym człowiekiem, że widząc Jezusa, widziałem faceta. Pomyślałem, że jeśli się zakochałem w mężczyźnie, to coś jest nie tak. Po jakimś czasie postanowiłem być takim jak On.

Czym zaimponował Ci Jezus?
Tym, że Jego męskość nie polegała na tym, że był agresywny, czy posługiwał się siłą fizyczną, przemocą. Był jedynym mężczyzną, który jest męski dzięki miłości i dobroci. Wcześniej było na odwrót. Zacząłem chodzić na pielgrzymki i rekolekcje. Któregoś razu ksiądz powiedział mi, że jestem jak Święty Paweł, który po nawróceniu zbliżył do Boga największą ilość apostołów. Chciałem robić to samo. Zacząłem chodzić do prostytutek, dilerów, złodziei. Do każdego, z kim miałem wcześniej do czynienia, mówiąc, że Bóg ich kocha.

Czy udało Ci się wytrwać przy Bogu?
Niestety po roku odwróciłem się od Boga na trzy lata. Przestało mi wystarczać Jego miłości, a zaczęło mi brakować miłości drugiego człowieka. Byłem pod tym względem bardzo niedowartościowany. Poznałem wówczas dziewczynę, myślałem, że ona mi da miłość. Mówiła, że jest wierząca, ale kiedy okazało się, że nie jest aż tak, to postanowiłem ją nawrócić. Tymczasem to ja przez nieczystą relację spadłem na totalne dno. Mimo tego, że na własne oczy widziałem mnóstwo cudów (na moich oczach ludzie wstawali z wózków inwalidzkich, odzyskiwali słuch czy wzrok), zaparłem się Boga. Czułem się jak Judasz. Że Go zdradziłem. Po trzech latach życia w patologii, wypisałem sobie w zeszycie wszystkie swoje grzechy i poszedłem do spowiedzi generalnej. Po niej poczułem, że jestem nowym człowiekiem, dostałem nowe życie. Mam nową, czystą kartę.

Czy szukałeś odpowiedzi, dlaczego odwróciłeś się od Boga?
Tak. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego po nawróceniu się i poznaniu Boga, upadłem. Z tego powodu wpadłem w depresję. Do tego miałem długi. Nie chciało mi się żyć, ale miałem pragnienie powrotu do Boga i postanowiłem, że będę walczył. Stałem się pracoholikiem, chcąc wyjść z długów, a żeby więcej pracować, zacząłem ćpać, aby mieć siły do pracy. Pamiętam dzień moich urodzin, 13 kwietnia, gdy wróciłem po pracy, siedziałem pod blokiem w samochodzie. Była piąta rano. Wpisałem w telefonie hasło: Jezus Chrystus i wyskoczyło mi Jego zdjęcie. Zacząłem do Niego mówić. Powiedziałem, że jestem sam jak palec, nie mam nikogo, nie dam rady, że czuję się jak śmieć i nie dam rady żyć. Nie chciałem żyć. Nie miałem żadnego znajomego. Opuściła mnie rodzina, najbliżsi i nie mogłem nikomu powiedzieć, co we mnie siedzi.

Wtedy postanowiłeś ze sobą skończyć...
Powiedziałem Bogu, że jeżeli jest to dzień moich urodzin, to będzie to także dzień mojej śmierci. Wyjąłem notatnik ze schowka i zacząłem pisać list. Gdy to zrobiłem, wziąłem go ze sobą i poszedłem do mieszkania. Zdążyłem tylko zamknąć drzwi i upadłem w przedpokoju na podłogę. Spałem od godziny piątej rano do dwudziestej. Prawdopodobnie z wycieńczenia. Praca non stop plus ćpanie – przyniosło efekt. Gdy wstałem, w moim pokoju było otwarte okno, a w mojej głowie tkwiła tylko jedna myśl: żeby skoczyć. Czułem, że coś mnie ciągnie do okna, że mam skoczyć. Wtedy zerknąłem na telefon i zobaczyłem powiadomienie. Okazało się, że dotyczy ono rapera Tau, który poprzez muzykę rap zbliża ludzi do Boga. Posłuchałem piosenki, wsłuchałem się w jej słowa i poczułem, że napisał ją dla mnie sam Chrystus. W tym utworze była odpowiedź na wszystkie słowa, które pisałem w liście do Niego. Piosenka mówiła o tym, że On jest obok mnie w całym syfie, który mnie otacza. Poczułem, że o mnie walczy i nie jestem Mu obojętny.

Zaczęła się walka?
Tak. O tym, w jakim stanie się wówczas znajdowałem, najlepiej świadczy fakt, że przez kolejne dwa miesiące byłem w depresji, rzuciłem pracę, nie pracowałem, nie miałem siły. W ciągu dnia leżałem pod kocem po kilka godzin na podłodze. Nie jadłem, nie myłem się. I miałem ciągle myśli w głowie, żeby odebrać sobie życie. Poszedłem do psychologa. Nie oczekiwałem pomocy, tylko wysłuchania. Kiedy psycholog mnie usłyszał, powiedział, że jeśli zostanę sam, to odbiorę sobie życie. Przepisał mi psychotropy i odesłał do domu. Gdy wróciłem do domu, położyłem się na łóżku i zacząłem płakać i krzyczeć: ,,Boże, zabierz to ode mnie. Ja już nie mam sił. Nie dam rady. Chciałem być Twoim apostołem, ale nie daję rady, jestem w syfie”. Wtedy stało się coś niewytłumaczalnego. Dostałem wiadomość od mojej mamy. Zaskakująca była treść samego SMS. Napisała, że nie poradzę sobie, jeżeli nie zawierzę wszystkiego Bogu. Miałem to zrobić, dodając słowa: „Jezu, Ty się tym zajmij”. Ale jak można zawierzyć Bogu, ot tak, wszystkie swoje problemy, długi, depresję i samotność?

Co postanowiłeś zrobić?
Naszła mnie myśl, że muszę wyjechać i rzucić wszystko to, co mnie otacza. Odpaliłem sobie mapę i zacząłem się zastanawiać, gdzie mam wyjechać: nad morze czy w góry. Wtedy usłyszałem w mojej głowie jedno słowo: Medjugorie. O tym miejscu, w którym objawia się Maryja, słyszałem raz w życiu, kiedy się nawróciłem. Ale ja w takie rzeczy nie wierzyłem. Wtedy pomyślałem, że muszę tam iść z buta, bo Bóg poprzez tą pieszą podróż chce uzdrowić i uratować moje życie.

Niesamowite…
To jest nie do opisania, co było potem, jak poczułem, że muszę Mu zaufać. Wyrzuciłem wszystkie rzeczy z szafki. Tak mało miałem rzeczy, takim byłem biedakiem. Gdy chciałem spakować się, to zobaczyłem, że nie mam plecaka. Na moim biurku leżało ostatnie 100 zł, jakie miałem. Wtedy pojawił się w mojej głowie dylemat, czy mam te pieniądze wydać na plecak, czy mieć je na kilka dni na jedzenie. Ostatecznie kupiłem plecak. Kosztował 99,99 zł, a z groszem w portfelu wybrałem się w podróż, która miała trwać dwa miesiące.

Jak ta podróż wyglądała?
Miałem do przejścia 1300 km przez Słowację, Węgry, Chorwację oraz Bośnię i Hercegowinę. Dodatkowo nigdy nie byłem za granicą, nie znałem języka obcego, ale we mnie była jedna myśl, że Jezus uratuje moje życie poprzez tę podróż. Jest taka strona: „On-Włączeni” związana z muzyką Tau. Gdy wychodziłem z domu, dodałem tam wpis, że idę do Medjugorie i proszę o modlitwę. Ludzie poprosili mnie, żebym opisywał im każdy dzień. Gdy to zacząłem robić, po tygodniu dostałem m.in. taką wiadomość, że jakaś dziewczyna żyje od najmłodszych lat z Bogiem, że traktuje Jezusa jako swojego Przyjaciela, a gdy czyta to, co piszę, to zbliża się do Niego jeszcze bardziej. Wtedy poczułem natchnienie, że muszę zrobić bloga, gdzie będę pisał do ludzi, nie tylko wierzących, ale także takich jak ja, czyli do niewierzących w Boga. Utworzyłem stronę: ,,Z buta do Maryi” i zacząłem pisać. Na blogu coraz więcej osób to obserwowało. Ktoś postanowił, że zrobią dla mnie zbiórkę pieniędzy na to, żebym mógł kupić namiot. Idąc do Medjugorie, nie miałem namiotu, spałem po kościołach, rowach, pod mostami i pytałem się obcych ludzi, czy mnie przenocują. Przy okazji udało się zebrać dla mnie pieniądze, które również pomogły mi stanąć na nogi i zacząć wychodzić z długów. Szedłem dwa miesiące, a Bóg, nie dość, że uratował moje życie, to przemienił życie tysięcy ludzi, którzy mają ze mną kontakt na blogu. Zatem moja podróż była czymś niesamowitym, nie tylko dla mnie, ale także dla innych ludzi.

Jak wyglądał Twój pobyt w Medjugorie?
Na początku bardzo dziwnie, ponieważ przez 57 dni szedłem sam. A na miejscu, przyzwyczajony do samotności, znalazłem się wśród tysięcy osób. Poszedłem pod niebieski krzyż, przy którym objawia się Maryja. Myślałem, że skoro tyle czasu szedłem, a Maryja się objawia, to będą fajerwerki, a tymczasem ich nie było. To była próba dla mnie. Dopiero około godziny drugiej lub trzeciej w nocy usłyszałem w głowie, że mam raz jeszcze iść pod niebieski krzyż i zostać tam do rana. Siedziałem na kamieniach, bo ludzie czekali na objawienia. Ja doszedłem do Medjugorie pierwszego, a drugiego dnia miesiąca są objawiania. Nie modliłem się, tylko czekałem na Nią. Co prawda nie widziałem Maryi, ale czułem Jej obecność.

Co chciałbyś powiedzieć naszym Czytelnikom?
Myślę, że to, iż Bóg naprawdę nie potrzebuje wiele, żeby przez Ciebie działać. Bo skoro działał przez człowieka, który kiedyś okradał, bił i sprzedawał narkotyki, to przez Ciebie może góry przenosić. Gdy doszedłem do Medjugorie (szedłem w intencji wyjścia z długów i problemów finansowych), myślałem, że jak wrócę sobie do Warszawy, to wygram w totka. Tymczasem w zbiórce pieniędzy dla mnie ludzie uzbierali ponad 15000 zł. Gdy wróciłem do domu, życie zmieniło się całkowicie.
To, co teraz się dzieje, to jest cud. Obecnie jeżdżę do ludzi po ośrodkach, poprawczakach. Byłem w wiezieniach, szkołach, kościołach. Wszędzie mówię, jak Bóg uratował moje życie. A pomyśleć, że jeszcze niedawno leżałem pod brudnym prześcieradłem i czułem się jak śmieć. Obecnie jestem mężem i ojcem. Chociaż nie jestem doskonały i zdarza mi się upadać, to otworzyłem się na Boga, na Jego działanie i zrozumiałem, że On chce do nas przemawiać, uzdrawiać. Chcę być Jego apostołem i gdy teraz pomyślę o tym, ile On wycierpiał na krzyżu, to dlaczego ja nie mogę trochę pocierpieć? Z Nim zresztą wszystko jest możliwe. Skoro podniósł mnie z takiego syfu, to jest w stanie podnieść życie każdego człowieka. On kocha każdego z nas. Uwierz w to. Bóg to nie tylko figura, On żyje. Naprawdę zmartwychwstał i to nie jest bajka. Tylko On może Ci pomóc, naprawić Twoją relację w rodzinie, z ludźmi, jest w stanie przemienić Twoje serce. On naprawdę tego pragnie, pragnie uzdrowić Ciebie. Wystarczy tylko, że Mu zaufasz, otworzysz się i uwierzysz.

Ja kiedyś w to nie wierzyłem. Do czasu, aż przekonałem się o tym na własnej skórze, czego Ci z całego serca życzę.

Dziękujemy za rozmowę.

Cudowne źródełko u stóp Jasnej Góry

Kilkaset metrów od jednego z najbardziej znanych w Polsce miejsc kultu maryjnego – Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze – stoi Kościół pod wezwaniem Świętej Barbary i Świętego Andrzeja Apostoła. Obok kościoła znajduje się źródełko, z którego woda uważana jest za cudowną, co potwierdzają świadectwa pielgrzymów.

Kradzież obrazu Jasnogórskiej Pani
To miejsce położone u stóp Jasnej Góry związane jest ściśle z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej. Znane jest także jako Sanktuarium Zranionej Jasnogórskiej Ikony Matki Bożej. Według legendy, w 1430 roku na Jasną Górę napadli rabusie, kradnąc obraz Matki Bożej i próbując go wywieźć. Nie udało im się jednak daleko odjechać, gdyż konie ciągnące wóz stanęły i nie chciały ruszyć z miejsca. Rabusie uszkodzili obraz i porzucili go. W miejscu tym wytrysnęło źródełko. Gdy obraz odnaleźli paulini – zakonnicy będący opiekunami Jasnej Góry – był połamany i ubłocony. Obmyli go w źródełku i oddali do Krakowa, gdzie przeszedł renowację.

2 16

Niezwykłe właściwości wody ze źródełka
Woda ze źródełka uważana jest przez pielgrzymów za cudowną. Wielu z nich, modląc się gorliwie i używając tej wody z głęboką wiarą, doznało uzdrowień duchowych, jak również fizycznych. Początkowo dla upamiętnienia miejsca, w którym znaleziono obraz Matki Bożej, postawiono tam krzyż. Później nad źródełkiem wzniesiono kapliczkę, najpierw drewnianą, a w późniejszym okresie murowaną. Wewnątrz kapliczki znajduje się kopia obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, zaś w kopule możemy obejrzeć freski przedstawiające historię kradzieży i odnalezienia ikony.

4 14

Kościół Świętej Barbary
W XVII wieku w tym miejscu zbudowano Kościół pod wezwaniem Świętej Barbary i Świętego Andrzeja Apostoła, a także klasztor, w którym umieszczono nowicjat zakonny. Zbudowany w stylu renesansowym kościół, powstał z inicjatywy prowincjała o. Andrzeja Gołdonowskiego. Najbardziej charakterystycznym elementem budowli jest wieża stylizowana na basztę obronną. Stanowi ona nawiązanie do żywota Świętej Barbary – patronki tego miejsca.

IMG 20191122 132350

Zamknięta we wieży
Święta Barbara była córką bogatego poganina. Wyróżniała się wyjątkową urodą. Odrzucała jednak wszystkie propozycje zamążpójścia, gdyż bez wiedzy i woli ojca, przyjęła chrzest i złożyła ślub czystości. Kiedy ojciec się o tym dowiedział, próbował zmusić ją do odrzucenia wiary. Zamknął ją we wieży swojego zamku i głodził, chcąc zmusić ją do wyrzeczenia się wiary i do małżeństwa. W końcu ojciec wydał swoją córkę Rzymianom jako chrześcijankę. Był to czas krwawych prześladowań chrześcijan. Nie wyrzekła się swojej wiary, więc torturowano ją i skazano na śmierć. Została ścięta mieczem przez własnego ojca około 305 roku. Święta Barbara jest czczona jako patronka górników i dobrej śmierci.

5 13

Pielgrzymując na Jasną Górę, warto odwiedzić także miejsce, tak ściśle związane z historią obrazu Matki Bożej Częstochowskiej, jakim jest Kościół pod wezwaniem Świętej Barbary i zaczerpnąć wody ze źródełka, modląc się z głęboką wiarą o potrzebne łaski.

KG

Kościół św. Barbary i św. Andrzeja Apostoła w Częstochowie
42-226 Częstochowa, ul. Świętej Barbary 51
http://www.mati.com.pl/sw_barbara/

Sprawozdanie finansowe gazety ZiarnoNadziei marzec-kwiecień nr 3-4/2021

Kochani Bracia i Siostry,
Poniżej przesyłamy Wam kompleksowe sprawozdanie finansowe dotyczące marcowo-kwietniowego wydania bezpłatnej katolickiej gazety ZiarnoNadziei.

Gazeta ZiarnoNadziei tworzona jest charytatywnie przez młode osoby, które z tego tytułu nie pobierają żadnego wynagrodzenia. Docieramy do wielu miejsc, m.in.: szpitali, hospicjów, ośrodków pomocy społecznej, ośrodków terapii uzależnień, domów samotnej matki, domów dla bezdomnych, zakładów i schronisk dla nieletnich, zakładów karnych i więzień (w całej Polsce), na ulice Warszawy.

Oto zestaw dokumentów załączonych w załączniku wraz z całkowitymi kwotami związanymi z wydaniem numeru ZiarnoNadziei (gazeta jest również do pobrania na stronie https://ziarnonadziei.pl/home/pobierz-ziarno-nadziei):
1. Pełna historia konta (wpłaty darowizn oraz koszty związane z gazetą ZiarnoNadziei od dnia 8.03.2021 do 10.05.2021). Wcześniej, tj. 9.03.2021 na portalu ziarnonadziei.pl opublikowaliśmy pełną historię wpłat na darowiznę dotyczącą ZiarnoNadziei dotyczącą poprzedniego numeru.
2. Faktura za druk gazety ZiarnoNadziei marzec-kwiecień 2021 r. (1068,87 zł brutto). Nakład gazety wyniósł 4000 egzemplarzy.
3. Koszt znaczków i kopert łącznie 467,30 zł brutto (267,30 zł brutto oraz 200 zł brutto).
4. Dokument (faktura) za transport gazety marzec-kwiecień w wysokości 109,47 zł brutto.
5. Wynagrodzenie na postawie umowy zlecenia dla osoby dystrybuującej gazetę na ulicach Warszawy w wysokości 372 zł brutto. Kwota ta została ujęta w poprzednim raporcie kończącym się 9.03.2021. Ten rozpoczyna się dla przejrzystości finansowej dzień wcześniej, tj. 8.03.2021 r. Dlatego nie została uwzględniona w wyliczeniach kosztów związanym z obecnym numerem.
6. Opłata ZUS za osobę dystrybuującą gazetę w łącznej kwocie 183,22 zł brutto. Składa się na to opłata za wynagrodzenie za styczniowo-lutowy numer w wysokości 183,22 zł brutto (okres 03/2021). Była uwzględniona w poprzednim raporcie (nr 1/2/2021).
7. Podatek PIT-4 za okres 3/2021 wynoszący 26 zł brutto. Był uwzględniony w poprzednim raporcie (nr 1/2/2021).
8.Wykupienie serwera na rok w kwocie 244,77 zł brutto.

Całkowity koszt utworzenia gazety ZiarnoNadziei wyniósł 1890,41 brutto.
Uwaga: Wpłaty darowizn w terminie od 8.03.2021 do 10.05.2021 wyniosły 3974 zł brutto.

W załączniku przesyłamy wszystkie dokumenty do pobrania. Dla przejrzystości naszego projektu, każdorazowo po wydaniu każdego numeru, publikujemy sprawozdanie finansowe.

Jeszcze raz dziękujemy Wam za okazane serce i prosimy o modlitwę w intencji gazety ZiarnoNadziei, ażeby była ona nieustannie narzędziem w rękach Boga i dzięki niej jak najwięcej osób powróciło na Bożą drogę.

Jeżeli chcesz wspomóc nasz projekt i pomóc nam dotrzeć do wielu osób ze Słowem Bożym, to możesz dowolną kwotę płynącą prosto z serca wpłacić na następujący numer konta:
Bank Millenium
Paweł Pusz
nr konta: 13 1470 0002 2023 7315 2000 0001

UWAGA: Prosimy w tytule przelewu podać: Darowizna na gazetę ZiarnoNadziei.

Wszystkim darczyńcom raz jeszcze dziękujemy i nie zapominamy o nich w codziennej modlitwie.
Pozdrawiamy
Zespół ZiarnoNadziei

1 29 2 15 3 14 4 13 5 12 6 12 7 12 8 13 9 11 10 11 11 10 12 10 13 7 14 6 15 5 16 3 17 2 18 2 19 1 20 1 21 1 22 1 23 1 24 1 25 1 26 1 27 1

„Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał (…)”

Już jutro chrześcijanie będą obchodzić jedno z najważniejszych świąt, które upamiętnia zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.

Sytuacja panująca obecnie w naszym kraju związana z koronawirusem wskazuje na to, że w tym roku, podobnie jak zresztą w poprzednim, obchody tych świąt będą inne niż te, które znamy z lat minionych. Prawdopodobnie święta zostaną ograniczone różnymi obostrzeniami. Możliwe, że tradycyjne święcenie pokarmów wielkanocnych zostanie odwołane. Pamiętajmy jednak o tym, że niezależnie od tego, jakimi obostrzeniami zostaną ograniczone te święta, to ich istota pozostanie niezmienna i to od nas będzie zależało, na ile uda się nam zachować ich duchowy charakter.

Tydzień poprzedzający Wielkanoc nazywa się Wielkim Tygodniem. Trzy ostatnie dni tego tygodnia to tzw. Triduum Paschalne, które rozpoczyna się od wieczornej Mszy w Wielki Czwartek, sprawowanej na pamiątkę Ostatniej Wieczerzy. Podczas niej Jezus ustanowił dwa sakramenty święte: Kapłaństwo i Eucharystię. W Wielki Piątek nie odprawia się Mszy świętych. Ten dzień upamiętnia śmierć Jezusa na krzyżu. Jest to dzień wyciszenia, powagi, postu, w którym szczególnie czczony jest krzyż. Tego dnia ołtarz pozbawiony jest obrusów, krzyża, świeczników i kwiatów. Triduum Paschalne kończy się Wigilią Paschalną, czyli nabożeństwem w noc z Wielkiej Soboty na Niedzielę Wielkanocną. Jest to oczekiwanie na zmartwychwstanie Chrystusa. Zapala się wówczas wielką woskową świecę – paschał, który symbolizuje zmartwychwstałego Chrystusa. W Niedzielę Wielkanocną odprawiana o świcie Msza Święta upamiętnia zmartwychwstanie Jezusa. Ten dzień jest czasem szczególnej radości.

Nowa nadzieja

Dzięki relacjom z Ewangelii możemy poznać prawdę o zmartwychwstaniu Jezusa. Chrystus umarł na krzyżu za nasze grzechy, został złożony do grobu. Grób po trzech dniach był już pusty. Jezus bowiem zmartwychwstał, ukazując się wielu osobom, które zostały świadkami tego, że On żyje.

„Po upływie szabatu, o świcie pierwszego dnia tygodnia przyszła Maria Magdalena i druga Maria obejrzeć grób. A oto powstało wielkie trzęsienie ziemi. Albowiem anioł Pański zstąpił z nieba, podszedł, odsunął kamień i usiadł na nim. Postać jego jaśniała jak błyskawica, a szaty jego były białe jak śnieg. Ze strachu przed nim zadrżeli strażnicy i stali się jakby umarli. Anioł zaś przemówił do niewiast: «Wy się nie bójcie! Gdyż wiem, że szukacie Jezusa Ukrzyżowanego. Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział. Chodźcie, zobaczcie miejsce, gdzie leżał. A idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: Powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei. Tam Go ujrzycie. Oto, co wam powiedziałem»” (Mt 28, 1-7).

Wielkanoc symbolizuje zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią. Zmartwychwstanie Jezusa ma więc ogromnie znaczenie dla chrześcijan. Daje nadzieję na nowe życie, na to, że śmierć, która jest nieunikniona, otwiera drogę do życia wiecznego. Dzięki Bożej łasce każdy z nas może pokonać swoje grzechy i słabości, tak aby móc narodzić się na nowo.

KG

Życzenia Wielkanocne

100. ROCZNICA ŚMIERCI – ROK OJCA WENANTEGO

31 marca 2021 r. przypada 100. rocznica śmierci Ojca Wenantego Katarzyńca.

W tym dniu zostanie zainaugurowany Rok Ojca Wenantego. Mszy św. w rocznicę śmierci Sługi Bożego będzie przewodniczył metropolita przemyski, abp Adam Szal. Uroczystą Mszę św. poprzedzi program modlitewny, który rozpocznie się o godz. 15:00 wspólną modlitwą Koronką do Bożego Miłosierdzia i konferencją duchową, którą wygłosi o. Arkadiusz Bąk, prowincjalny asystent Rycerstwa Niepokalanej. O godz. 17:00 będzie wspólna modlitwa różańcowa w intencji szybkiej beatyfikacji Sługi Bożego, przeplatana myślami zaczerpniętymi z Pism Ojca Wenantego Katarzyńca.

Na uroczystą inaugurację Roku Ojca Wenantego, franciszkanie z Kalwarii Pacławskiej serdecznie zapraszają wszystkich czcicieli Sługi Bożego, a szczególnie wspólnoty Rycerstwa Niepokalanej z franciszkańskich klasztorów z Podkarpacia, oczywiście z zachowaniem wszelkich reżimów sanitarnych. W uroczystościach będzie również można uczestniczyć on-line. Będzie także możliwość gorącego posiłku w Domu Pielgrzyma. Prosimy o zgłoszenie – do 25 marca – ilości osób w grupie, a także osoby indywidualne, które pragną skorzystać z posiłku w Domu Pielgrzyma. Wszystkie zgłoszenia grup i osób indywidualnych, a także dodatkowe informacje prosimy przysyłać na adres mailowy: wenanty.katarzyniec@gmail.com lub telefonicznie: 532 076 902 (o.Edward).

oes

Sprawozdanie finansowe gazety Ziarno Nadziei styczeń-luty nr 1-2/2021

Kochani Bracia i Siostry,

Poniżej przesyłamy Wam kompleksowe sprawozdanie finansowe dotyczące styczniowo-lutowego wydania bezpłatnej katolickiej gazety ZiarnoNadziei. Raport zamieszczamy dopiero teraz, ponieważ dopiero co zakończyliśmy dystrybucję gazety.

Gazeta ZiarnoNadziei tworzona jest charytatywnie przez młode osoby, które z tego tytułu nie pobierają żadnego wynagrodzenia. Docieramy do wielu miejsc, m.in.: szpitali, hospicjów, ośrodków pomocy społecznej, ośrodków terapii uzależnień, domów samotnej matki, domów dla bezdomnych, zakładów i schronisk dla nieletnich, zakładów karnych i więzień (w całej Polsce), na ulice Warszawy.

Oto zestaw dokumentów załączonych w załączniku wraz z całkowitymi kwotami związanymi z wydaniem numeru ZiarnoNadziei (gazeta jest również do pobrania na stronie https://ziarnonadziei.pl/home/pobierz-ziarno-nadziei):
1. Pełna historia konta (wpłaty darowizn oraz koszty związane z gazetą ZiarnoNadziei od dnia 22.12.2020 do 9.03.2021). Wcześniej, tj. 23.12.2020 na portalu ziarnonadziei.pl opublikowaliśmy pełną historię wpłat na darowiznę dotyczącą ZiarnoNadziei dotyczącą poprzedniego numeru.
2. Faktura za druk gazety ZiarnoNadziei styczeń-luty 2021 r. (2496,90 zł brutto). Nakład gazety wzrósł z 10 000 do 20 000 egzemplarzy.
3. Koszt znaczków i kopert łącznie 990,50 zł brutto (221,40 zł brutto +769,10 zł brutto).
4. Dokument (faktura) za transport gazety styczeń-luty w wysokości 109,47 zł brutto. Dodatkowo dokument potwierdzający przelew za grudniowy transport gazety ZiarnoNadziei w wysokości 97,17 zł brutto. Faktura została opłacona 23.12.2020r. I nie została ujęta do sprawozdania grudniowego.
5. Wynagrodzenie na postawie umowy zlecenia dla osoby dystrybuującej gazetę na ulicach Warszawy w wysokości 372 zł brutto. Dystrybucja gazety ZiarnoNadziei zakończyła się 8.03.2021 r. (31 godzin pracy).
6. Opłata ZUS za osobę dystrybuującą gazetę w łącznej kwocie 296,87 zł brutto. Składa się na to opłata za wynagrodzenie za bieżący styczniowo-lutowy numer w wysokości 183,22 zł brutto (okres 03/2021) oraz za dystrybucję grudniowego numeru w wysokości 113,65 zł brutto. Termin zapłaty był do 1.2021 r.
7. Podatek PIT-4 w łącznej kwocie 41 zł brutto. Podatek ten wyniósł 26 zł brutto za okres 03/2021 oraz 15 zł brutto za okres 12/2020. W grudniowym raporcie nie uwzględniliśmy tej wpłaty, ponieważ termin zapłaty był do stycznia 2021r.
8. Koszt prowadzenia rachunku bankowego w wysokości 4,90 zł brutto.
Całkowity koszt utworzenia gazety ZiarnoNadziei wyniósł 4182 zł brutto. (Nie uwzględniliśmy w podsumowaniu kosztu opłat dokonanych w styczniu tego roku za numer grudniowy, tj. PIT-4 oraz opłaty ZUS), który przedstawiamy w zestawieniu.
Uwaga: Wpłaty darowizn w terminie od 22.12.2020 do 9.03.2021 wyniosły 4410 zł brutto.

W załączniku przesyłamy wszystkie dokumenty do pobrania. Dla przejrzystości naszego projektu, każdorazowo po wydaniu każdego numeru, publikujemy sprawozdanie finansowe.

Jeszcze raz dziękujemy Wam za okazane serce i prosimy o modlitwę w intencji gazety ZiarnoNadziei, ażeby była ona nieustannie narzędziem w rękach Boga i dzięki niej jak najwięcej osób powróciło na Bożą drogę.

Jeżeli chcesz wspomóc nasz projekt i pomóc nam dotrzeć do wielu osób ze Słowem Bożym, to możesz dowolną kwotę płynącą prosto z serca wpłacić na następujący numer konta:
Bank Millenium
Paweł Pusz
nr konta: 13 1470 0002 2023 7315 2000 0001
UWAGA: Prosimy w tytule przelewu podać: Darowizna na gazetę ZiarnoNadziei.

Wszystkim darczyńcom raz jeszcze dziękujemy i nie zapominamy o nich w codziennej modlitwie.

Pozdrawiamy
Zespół ZiarnoNadziei

Męstwo – kolejna cecha życia ojca Wenantego

Męstwo niewątpliwie kojarzy się z męskością, czyli z mężczyzną. Ojciec Wenanty Katarzyniec był niewątpliwie człowiekiem mężnym, odważnym w znoszeniu przeciwności, stanowczym w opanowywaniu siebie. Chociaż z natury nieśmiały i słabego zdrowia, okazywał odwagę. Jeśli chodziło o sprawy i chwałę Bożą lub wierność obowiązkom jego odwaga wprawiała otoczenie w podziw.

Wielkie męstwo okazał już jako 9-letni chłopiec, kiedy rozpoczął dalszą naukę w szkole w Kamionce Strumiłłowej. Dzień w dzień, w pogodę słoneczną czy deszczową, często bez śniadania pokonywał odległość 4 kilometrów z Obydowa, swojej rodzinnej wioski do Kamionki, aby kontynuować naukę w szkole powszechnej. W niedługim czasie doszła jeszcze codzienna Msza św. o godz. 6:30, w której nie tylko uczestniczył, ale również dzielnie służył. Musiał zatem wcześnie wychodzić z domu, aby się nie spóźnić. Po szkole wracał do domu. Takie wędrowanie trwało cztery lata. Jako wikariusz w Czyszkach, chętnie jeździł do chorych nie zrażając się zakaźnymi chorobami, które dziesiątkowały parafian. I chociaż były to ciężkie czasy pierwszej wojny światowej, nigdy nie bał się jeździć do najodleglejszych zakątków parafii.

Szczególne męstwo i hart ducha okazał w czasie inwazji wojsk rosyjskich i frontu, jaki przesuwał się ze wschodu na zachód w 1914 r. w jego rodzinnych stronach. Kiedy miejscowa ludność chciała uciec i w największym zdenerwowaniu oczekiwała zbliżającego się wojska, Ojciec Wenanty zatrzymał ludzi, zgromadził wszystkich przy kaplicy i spokojnie zaczął odprawiać Mszę św. i spełniać pozostałe obowiązki kapłańskie. Wyjechał dopiero jak front przesunął się dalej i nie zagrażało już żadne niebezpieczeństwo. Również jako wikariusz w Czyszkach, gdy wojsko grasowało w okolicy, a inni kapłani byli niespokojni i lękliwi, Ojciec Wenanty nigdy nie okazywał żadnych obaw ani zdenerwowania.

W swojej pracy wychowawczej, chociaż był narażony na różne trudności, a oprócz tego powoli zaczęła męczyć go gruźlica, zawsze jednak był opanowany, nie pokazywał swoich emocji i zniecierpliwienia. Nie uskarżał się też na chorobę czy trudne i ciężkie nieraz warunki życiowe. Gdy otrzymał wiadomość o śmierci swego ojca, zachował wielką równowagę i jedynie kleryków prosił o wspólną modlitwę za jego duszę.

o.Edward Staniukiewicz

Zobacz również