To się opłaca!

Każdemu z nas zdarza się przeżywać trudności, zmartwienia, nieprzyjemne sytuacje. Stajemy w swoim życiu przed różnymi problemami. Codziennie dokonujemy wyborów, podejmujemy decyzje. Jak się w tym wszystkim nie pogubić i znaleźć właściwą drogę w swoim życiu?

Rozwiązaniem jest życie na co dzień według Ewangelii. Warto się zastanowić nad tym, czy życie z Bogiem, w pokoju, radości, w świetle nie jest lepszą drogą od odrzucenia Boga w swoim życiu i bycia zdanym tylko na siebie, trwania w ciemności, zmagania się samemu z lękami i zwątpieniem? Wiadomo, że życie nie składa się z samych radosnych chwil. Na drodze życia pojawiają się różne problemy, różne trudne sytuacje. Te trudy życia łatwiej jest przeżywać, oddając je Bogu i ufając, że On z tych trudnych sytuacji, wbrew wszelkiej ludzkiej logice, wyprowadzi dobro. Bo tylko On to potrafi. Jedyna nadzieja, która nigdy nie zawodzi, jest w Bogu. Czy to nie jest trudniejsza sytuacja, kiedy człowiek odrzuca relację z Bogiem, idzie własną drogą, nie zastanawiając się nad odkryciem woli Bożej w swoim życiu i wówczas zdany jest tylko na siebie i własne ludzkie siły? Przecież można się wtedy zwyczajnie w życiu pogubić…

Jeżeli jednak zaprosimy Boga do swojego życia, to nawet jeżeli będzie w tym życiu panował nieład i bałagan, On uporządkuje wszystko to, co wymaga uporządkowania. Życie według Ewangelii spowoduje, że możliwe będzie „posegregowanie” różnych spraw w naszym życiu w zależności od stopnia ich ważności. W końcu, jak powiedział święty Augustyn: „Gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, tam wszystko jest na swoim miejscu”. Bóg oczyści nasze serca, wypełniając je miłością i uzdalniając do niesienia tej miłości innym, do życia w prawdzie, do przebaczania. Uwrażliwi nas na potrzeby innych ludzi, uwolni od egoizmu. Doświadczenie miłości Boga w życiu człowieka przemienia go i sprawia, że taki człowiek pragnie dzielić się swoją wiarą z innymi, nie zostawia jej tylko dla siebie. Pragnie się stać prawdziwym świadkiem Boga i swoim życiem dawać świadectwo wiary dla osób zagubionych, wątpiących, poszukujących.

Człowiek w dzisiejszych czasach bardzo często koncentruje się tylko na sobie i swoich potrzebach. Starając się osiągnąć jak najwięcej, zdobyć jak najwięcej dóbr materialnych i pieniędzy, zmagając się z nieustannym brakiem czasu i ciągłym pośpiechem, życiem w hałasie, nierzadko nie dostrzega innych wokół siebie. A przecież jesteśmy otoczeni innymi ludźmi. Wielu z nich potrzebuje naszej pomocy, czy choćby dobrego słowa, wsparcia, życzliwego gestu, uśmiechu. Ludzie jednakże niestety często zamykają się na innych, ignorując tych, którzy są w potrzebie.

Święta Bożego Narodzenia tuż-tuż. To szczególny czas, gdy będziemy obchodzić pamiątkę narodzenia Jezusa. Warto pojednać się ze swoimi bliźnimi tak, aby można było w spokoju zasiąść do wigilijnego stołu. To także szczególny czas, kiedy podkreślana jest konieczność niesienia pomocy osobom, które z różnych powodów znalazły się w trudnej sytuacji. Przecież Jezus mógł urodzić się jako król w pałacu, a jednak przyszedł na świat w stajni wśród zwierząt, w ubóstwie. Poznał cierpienie, trud życia, osamotnienie, stając się Człowiekiem. Z czystej miłości do każdego z nas poniósł śmierć na krzyżu. Chcąc dawać swoją postawą przykład innym, każdy z nas powinien wymagać najpierw od siebie, a nie od innych.

W dzisiejszych czasach króluje niestety materializm, natomiast rozwój duchowy spychany jest na dalszy plan. Przestrzeganie przykazań Bożych odbierane jest często jako forma ograniczenia, coś, co człowieka krępuje i nie pozwala mu w pełni cieszyć się życiem. Często brakuje czasu na modlitwę, na wyciszenie się, na rozmowę z Bogiem. W końcu świat wokół nas zapewnia nam tyle wciągających rozrywek. Myślenie o takich kwestiach, jak odpowiednie przygotowanie się do śmierci, troska o swoje zbawienie, także spotyka się często z nierozumieniem, może nawet z ironią. Nie jest łatwo żyć w świecie, w którym nieustannie jesteśmy kuszeni i codziennie musimy dokonywać właściwych wyborów. Trzeba uważać, aby nie stać się człowiekiem „światowym”, lecz podążać w życiu właściwą drogą. Jeśli serce człowieka nie jest przepełnione Słowem Bożym, łatwo jest ulec iluzjom tego świata.

Dlatego życie według Ewangelii jest właśnie odpowiedzią na to, jak tę właściwą drogę odnaleźć. Tymczasem ziemskie trendy wskazują nam zupełnie inną drogę i często ludzie, którzy pragną żyć Ewangelią, są niezrozumiani. Takie życie nierzadko uważane jest w oczach tego świata za coś, co się przedawniło, co jest już nieaktualne, po prostu niemodne! Pamiętajmy jednak o tym, co powiedział Pan Jezus: „Królestwo moje nie jest z tego świata” (J 18, 36). A zatem do tego Królestwa należą ci, którzy: „(…) nie są z tego świata (…)” (J 17, 16). Kiedy więc spotkamy się z opinią, że nie jesteśmy z tego świata, możemy to uznać za największy komplement…

PP

„Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6, 33).

Stać się Synem Marnotrawnym Boga

Zapraszamy do zapoznania się ze świadectwem Zbyszka.

Witajcie! Mam na imię Zbyszek i mam 35 lat. Mam czworo rodzeństwa.
Mój tata był organistą i zmarł, kiedy miałem 4 latka. Moja mama do dziś opiekuje się kościołem – jest kościelną. Wychowywany byłem w wierze. Sam tak bardzo pokochałem bliskość z Bogiem, że bardzo, ale to bardzo dużo się modliłem do Niego. Wczesna śmierć ojca, ciężar i trud, jaki spadł na mamę, by nas wychować, spowodował, że w domu zabrakło miłości rodzicielskiej. Mama, nie radząc sobie z tym wszystkim, bardzo często stosowała metodę bicia, by nad nami zapanować. To wszystko, jak i nierówne traktowanie, brak docenienia, spowodowały, że zacząłem szukać zrozumienia i akceptacji u kolegów. Odwróciłem się od Boga.

Zacząłem sięgać bardzo często po alkohol, do tego stopnia, że już w wieku 16 lat byłem alkoholikiem. Spałem pod drzewami, pod sklepem, za jakimiś budynkami, wracałem często do domu bardzo upity albo mnie zanoszono do domu. Do tego doszła duża agresja wobec innych ludzi. Próbowałem wyładować swoje problemy na innych. Dopuszczałem się więc rozbojów, krzywdząc innych ludzi fizycznie, jak i psychicznie, przez co mam dwa wyroki sądowe. Dochodziło nawet do bójek z użyciem sprzętu. Moja mama nie radziła sobie ze mną, więc wyrzucała mnie z domu. Wtedy, żeby przeżyć, musiałem też zacząć kraść. Choć i tak wszystko wydawałem na alkohol, rezygnując z jedzenia. Nienawidziłem matki. Nie raz myślałem, żeby ją zabić, ale miłość, jaką miałem do niej, blokowała mnie przed tym czynem.

Wyjechałem więc do Warszawy, traktując to jako ucieczkę. Tutaj doszły jeszcze narkotyki. Będąc uzależniony od alkoholu, uzależniłem się od narkotyków. Poza dożylnymi narkotykami, brałem prawie wszystko i bardzo często. Nerwica, depresja, agresja doprowadziły mnie do dwóch prób samobójczych. Pierwsza, jak miałem 17 lat i mieszkałem na wsi, na strychu, gdzie składowane były bele słomy. Znalazłem tylko jeden sznur, który się okazał zbyt słaby i zerwał mi się jeszcze w rękach. Druga w wieku 24 lat w Warszawie. Tu już miałem linkę. Zacisnąłem ją sobie na szyi i powoli czułem jak tracę oddech i zaczynam słabnąć. Aż w pewnym momencie poczułem, jakby ktoś złapał mnie za moją rękę, którą ściągnąłem linkę i usłyszałem wewnętrzny głos: „To nie jest jeszcze Twoja chwila!”. Oczywiście ta sytuacja nie przyczyniła się do poprawy mojego sposobu życia. Okaleczałem swoje ciało żyletkami, nie akceptując siebie i swojego wyglądu. I tak pewnego razu od częstego picia, mój organizm się sprzeciwił i z bardzo mocno podniesionym ciśnieniem trafiłem do szpitala. Tam też zrozumiałem, że Bóg mnie ostrzega, bym się opamiętał.

Od tamtej pory znowu zacząłem się modlić i wróciłem do kościoła. Jednak dalej narkotyki i alkohol były ważną częścią mojego życia. Kupiłem sobie moje pierwsze Pismo Święte, które zacząłem czytać. Tylko od razu sobie założyłem, że to, co w Nim jest napisane, jest prawdą. W międzyczasie rozpadł się mój związek, więc to też zbliżyło mnie do Boga. Nawet jednego razu wybrałem się na spotkanie: „Jezus na Stadionie”. I tam stało się coś niesamowitego. Tam poczułem obecność Boga. W momencie Jego przyzywania i uwielbiania, czułem, jak jest przy mnie. Poczułem się tam szczęśliwy, kochany, akceptowany. Pomimo, że od samego początku toczyłem ogromną walkę wewnętrzną, by tam być, to wraz z kolejną modlitwą po każdej konferencji, coraz bardziej chciałem zostać, aż wytrwałem do samego końca.

Wracając ze stadionu do centrum, a jest to około 4 km, skakałem wręcz z radości i pozdrawiałem mijanych na ulicy ludzi. Zacząłem więc odmawiać Nowennę Pompejańską do Maryi, bym został uwolniony od nałogów, przez co będę mógł się zbliżyć bardziej do Boga. Mój kolega w pracy zaczął dostrzegać moje zmiany w życiu wobec wiary, więc zaczął mnie namawiać do wstąpienia do wspólnoty katolickiej. Ale odpychało mnie jego namawianie, a zarazem ten zachwyt Bogiem. Pewnego razu zaprosił mnie na mszę o uzdrowienie duszy i ciała, którą organizowała jego wspólnota. Pomimo dużej walki wewnętrznej, postanowiłem tam pójść i zobaczyć, co on tak zachwala. Był wystawiony Najświętszy Sakrament. Uklęknąłem sobie w ławce i zacząłem rozmawiać z Bogiem. Nie spodziewałem się tego, co zaraz się stało. Nie mając nawet takiego zamiaru, nie planując nawet tego, Pan Bóg tak mocno otworzył moje serce, że wypowiedziałem słowa: „Panie Boże, ja już nie chcę takiego życia. Proszę, zmień je. Chcę pójść Twoją drogą. Zostań moim Panem!”. Łzy od razu popłynęły z moich oczu, a ciarki przechodziły przez całe moje ciało. Po wszystkim wyszedłem taki szczęśliwy z kościoła, jaki jeszcze nigdy nie byłem…

Wiedziałem już, że nie chcę utracić takiego stanu duchowego. Postanowiłem więc wstąpić do wspólnoty, jednak innej niż ta, do której należał mój kolega. Wstąpiłem do Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym: „Strumień wody żywej”. Po pewnym czasie, zarówno ja sam, jak i moi znajomi, zaczęli dostrzegać zmiany we mnie. Moje życie odmieniło się o 180 stopni. Pan Bóg uwolnił mnie od przeklinania, z którym miałem ogromne problemy. Stałem się mniej nerwowy i wybuchowy. Zacząłem inaczej patrzeć na ludzi. Już nie z chęcią zabicia kogoś, lecz z miłością i szacunkiem. Zacząłem akceptować innych takimi, jakimi są i stawać się być wyrozumiałym wobec nich. Pan Bóg nauczył mnie przebaczać innym i przepraszać, kiedy kogoś zranię.

Uwolnił mnie od uzależnienia od pornografii, dzięki czemu staram się żyć w czystości. Moja relacja z mamą tak się zmieniła, że jeszcze nigdy tak dobra nie była. Ja ją bardzo mocno kocham i wiem, że ona też mnie kocha. Przebaczyliśmy sobie nawzajem krzywdy, jakie wyrządziliśmy jedno drugiemu. Nawet kiedy się dowiedziałem, że miałem być abortowanym dzieckiem, nie miałem problemu jej przebaczyć, a wręcz, zachwyciłem się jej postawą, że jednak nie dokonała aborcji. I co najważniejsze, Pan Bóg uwolnił mnie od nałogów: alkoholowego i narkotykowego. I pomimo, że czasami zdarzy mi się napić, to nie wpadam już w tzw. cugi, trwające kilka dni. Ale staram się unikać alkoholu, żeby mnie nie odciągał od Boga i nie pociągał do innych grzechów.

Dzięki wspólnocie zacząłem wzrastać też duchowo. Wyjeżdżając na rekolekcje, pogłębiam swoją relację z Bogiem. Uwielbiam rozmawiać z Bogiem i każdy temat z Nim poruszam. Lubię spędzać z Nim czas, przez co moja codzienna modlitwa trwa prawię godzinę. Do tego uczestniczę w codziennej Eucharystii. Pan Bóg wysłuchuje moich modlitw i próśb. Mam świetną pracę, dzięki czemu powychodziłem z długów. Jestem szczęśliwym człowiekiem, który akceptuje swoje ciało i już nawet przez myśl mi nie przechodzi, bym mógł odebrać sobie życie. Bóg uczy mnie ciągle miłości, do tego stopnia, że nawet ludziom, którzy mnie skrzywdzą w głębi serca błogosławię i proszę Boga o przebaczenie danej osobie i by mnie nauczył całym sercem przebaczać.

Stałem się Synem Marnotrawnym Boga. Bo tak, jak ten syn z Biblii, też opuściłem swojego Ojca. Upadłem tak nisko, że leżałem w życiowym chlewie, żywiąc się jak świnia. A On cierpliwie czekał na mnie. I wychodził i patrzył, czy wracam do Niego. Aż musiałem sięgnąć największego dna, by wrócić do Niego. A On mnie nie potępił. Tylko wyprawił ucztę, zmieniając moje życie.

ZT
„Bóg nigdy nie rezygnuje ze swoich dzieci, nawet takich, które stoją do Niego plecami” (Kardynał Stefan Wyszyński).

Życie bez Światła

Kiedy wchodzimy do ciemnego pomieszczenia, szukamy źródła światła. W ciemności bowiem nie jesteśmy w stanie niczego zobaczyć…

W ciemności nie widzimy wyraźnie tego, co znajduje się w pomieszczeniu. W ciemności możemy czuć się nieswojo, odczuwać lęk, niepokój. Każdy z nas pewnie doświadczył w swoim życiu takich chwil, gdy wieczorem lub w nocy zabrakło światła i trzeba było szukać na przykład świeczki czy latarki. Z pewnością nie była to dla nas komfortowa sytuacja. Światło sprawia, że widzimy wyraźnie i wszystko wokół nas nabiera blasku i kolorów. Potrzebujemy źródła światła, by się poruszać, pracować, uczyć się, po prostu normalnie funkcjonować. Zapewne też nikt z nas dobrowolnie nie chodzi ciemnymi ulicami, nie wchodzi w ciemne zaułki, gdyż w ciemności czujemy zagrożenie i obawiamy się, że czyha na nas jakieś niebezpieczeństwo.

Tymczasem wielu z nas wybiera w swoim życiu ciemność. Czasami taka sytuacja trwa na tyle długo, że się do niej przyzwyczajamy i uznajemy za naturalny stan. Gdy spojrzymy na namalowany według wskazówek Świętej Faustyny obraz: „Jezu, ufam Tobie!”, zobaczymy na nim Jezusa ubranego w białą szatę, z prawą ręką podniesioną w geście błogosławieństwa, zaś lewą ręką wskazującego na Swoje Serce, z którego wychodzą dwa duże promienie. Jeden czerwony, a drugi blady. Oznaczają one krew i wodę. Łatwo można zauważyć, że poza Jezusem na tym obrazie nic nie ma. Jest tylko ciemne tło. Poza Bogiem, który jest Światłością, istnieje bowiem tylko ciemność, pustka i śmierć. Wiadomo, że człowiek nie jest doskonały i zdarza mu się upadać, ale największym złem jest to, kiedy nie chce się z tego upadku podnieść, trwa w grzechu i co za tym idzie, także w ciemności. Odcinając się od Boga, człowiek pozbawia się źródła światła.

„Bóg jest światłością (…)” (1 J 1,5).

Życie z Bogiem, pielęgnowanie relacji z Nim, jest jedyną możliwością, by żyć w świetle i mieć prawidłowy obraz świata, a nie zniekształcony przez grzech. Trwając w ciemności, przestajemy bowiem postrzegać różne sprawy takimi, jakie są one w rzeczywistości. Wiele rzeczy wtedy nie widzimy. Podobnie jakbyśmy weszli do ciemnego pomieszczenia – jak możemy bez źródła światła dostrzec dokładnie i wyraźnie wszystko to, co się w nim znajduje? Wybierając ciemność, nie jesteśmy zdolni podejmować właściwych wyborów, często błądzimy, gubimy się, bo żyjemy z dala od światła. Nie odkrywamy wtedy woli Bożej w swoim życiu, nie zastanawiamy się, czy droga, którą idziemy, jest tą właściwą dla nas. Żyjemy wówczas według własnego uznania, ale w ten sposób nie osiągniemy w pełni szczęścia, pokoju, wolności, bo to jest możliwe tylko w Bogu. Wszystko, co może nas w życiu pięknego i prawdziwego spotkać, jest właśnie w Nim.

„Przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności” (J 12, 46).

Boże Narodzenie, które niebawem będziemy obchodzić, jest okazją do świętowania narodzin Jezusa. Ten szczególny czas Świąt może się także dla nas stać okazją do zaproszenia Pana Jezusa do swojego życia, pozwolenia, aby narodził się On na nowo w naszych sercach tak, abyśmy mogli wyjść z ciemności.

KG

O tym, co nieuchronne

„Czy jest ktoś, kto by żył, a śmierci nie zaznał?” (Księga Psalmów 89, 49).

Odpowiedź na to pytanie postawione przez psalmistę wydaje się dla każdego z nas oczywista. Każdy z nas zdaje sobie sprawę z tego, że kiedyś przyjdzie taki moment, iż trzeba się będzie pożegnać z tym światem. Jednakże wielu z nas żyje tak, jakbyśmy o tym zupełnie zapomnieli albo też świadomie nie chcieli o tym pamiętać. Odrzucamy myśl o śmierci. Koncentrujemy się na dobrach materialnych, na osiągnięciu sukcesu, na zdobyciu prestiżu. Żyjemy szybko i ta myśl o śmierci nam umyka. A wobec niej wszyscy są równi.

Czy w życiu chodzi o to, by mieć więcej, lepiej i wygodniej? Czy to jest prawdziwy sens naszego istnienia? Skupiając się tylko na tym, co materialne, możemy przeoczyć bardzo ważną kwestię. Niezależnie od tego, czy uważamy, że liczy się tylko to, co doczesne, czy też ma dla nas znaczenie rozwój duchowy i staranie się o swoje zbawienie, każdy z nas posiada taką cząstkę życia, która jest wieczna. Jest nią dusza.

„Dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka (…)” (Księga Mądrości 2, 23).

Nie myślimy o przygotowaniu do śmierci, uważając, że nie przyjdzie ona zbyt szybko i nas nie zaskoczy. Niemal codziennie słyszymy jednak o wypadkach śmiertelnych, czy o jakichś katastrofach naturalnych, w których niespodziewanie zginęli ludzie. Zapominamy o tym, jak słabi jesteśmy i jak kruche jest nasze życie. A przecież każdego dnia zbliżamy się do kresu naszego życia. Brak refleksji nad życiem, odrzucenie wartości, wyścig za dobrami materialnymi może okazać się zgubny. Być może myślenie na zasadzie: „jakoś to będzie” do tej pory sprawdzało się w naszym życiu, z lepszym bądź gorszym skutkiem, i dlatego uważamy, że w chwili śmierci ta zasada też przyniesie nam korzyść? Nasza przyszłość będzie jednak zależała od tego, jak przeżyliśmy ten czas na ziemi i jakich wyborów codziennie dokonywaliśmy. To, czy opowiemy się po stronie życia wiecznego, stawiając na relację z Bogiem, czy też nie podejmiemy starań o swoje zbawienie, zależy tylko od nas.

„A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą” (Księga Mądrości 2, 24).

Jak łatwo jest zatracić się w dzisiejszym świecie, który tak mocno kusi… Pieniędzmi, seksem, przyjemnościami, egoizmem czy brakiem wartości. W chwili śmierci nie będzie miało znaczenia to, jaki był nasz status materialny, gdzie mieszkaliśmy, czy jakim samochodem jeździliśmy. Wiele osób odrzuca jednak w swoim życiu Boga i uważa, że mówienie o Nim we współczesnym świecie, w XXI wieku, jest pomyłką i świadczy o trwaniu w ciemnogrodzie. Wówczas te osoby żyją tak, aby jak najwięcej używać życia i niczym się nie martwić. Chcą z niego korzystać bez żadnych ograniczeń, gdyż wydaje im się, że kiedy życie na ziemi się skończy, dalej już nic nie ma. Takie podejście sprawia, że człowiek zmierza nieuchronnie nie tylko ku śmierci fizycznej, ale i poprzez trwanie w grzechu, sprowadza na siebie śmierć duchową… Oczywiście powinniśmy cieszyć się życiem, doceniać jego wartość, dostrzegać piękno tego świata, ale ważne jest, aby nie stracić sprzed oczu tego, co w życiu najistotniejsze i nie dać się złapać w pułapkę myślenia, że po śmierci niczego nie ma, więc po co się teraz ograniczać?

„A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka” (Księga Mądrości 3,1).

Dopóki żyjemy, mamy możliwość dokonania wyboru. Potem może być już za późno. Warto ustalić na nowo priorytety w swoim życiu i zastanowić się, co jest w nim naprawdę ważne. Trzeba mieć odwagę, aby zdecydować się pójść właściwą drogą. Drogą, która przyniesie zbawienie. Nawet jeśli nasze życie tu na ziemi nie będzie jedynie pasmem sukcesów, to warto podjąć ten wysiłek i żyć tak, aby w każdym dniu nie zabrakło czasu i miejsca dla Boga. Stawką jest bowiem życie wieczne.

PP

„Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (List do Rzymian 6, 23).

40-dniowa modlitwa oczyszczenia domu i ukrycia go przed złem

Ksiądz Chmielewski mówił, że od pewnego czasu miał takie natchnienie, by modlić się o swoje rodziny, domy, by je ochronić od zła coraz bardziej panoszącego się na świecie. Ponieważ nastaje nowy porządek świata, świata bez Boga. Ksiądz zaprasza do modlitwy, do tego wydarzenia. Aby każdy dom stał się domem nazaretańskim, to znaczy 25 grudnia przez 40 dni do 2 lutego zaczęlibyśmy czas oczyszczenia naszego domy, naszej rodziny przez pokutę, przebłaganie za grzechy i pragnienie, aby Święta Rodzina 2 lutego zstąpiła z całym niebem do naszego domu.

Ofiarowanie swojego domu Świętej Rodzinie, a dom stanie się niewidzialny duchowo dla zła, dom zostanie ukryty przed złem. Trzeba modlić się przez 40 dni, każdego dnia codziennie, prosząc o przebłaganie za grzechy, które zostały popełnione w tym domu, o oczyszczenie domu i zaproszenie Świętej Rodziny do swojego domu.

Te modlitwy są następujące, krótkie modlitwy: Psalm 51 jako przebłaganie za grzechy naszej rodziny, dziesiątka różańca (ukoronowanie Maryi), aby Maryja została Królową w naszym domu i Psalm 121 o Bożej Opatrzności, o ochronę naszego domu, o szczególną opiekę dla naszej rodziny, nawet naszego wyjścia i przyjścia do naszego domu, aby było pod ochroną Bożej Opatrzności.
Do tego, w każdy czwartek przez dowolny czas, adoracja Najświętszego Sakramentu.

W każdy piątek, dowolny czas, wziąć krzyż i z całą miłością adorować krzyż Jezusa w Swoim domu, adorując Jego rany i dziękując, że nas zbawił.
2 lutego odmówić cała rodziną O Stworzycielu Duchu przyjdź, żeby Maryja przyszła do nas, Święty Józef z Jezusem, przez koronkę do Bożego Miłosierdzia, przez akt oddania się Świętej Rodzinie.

Szczegóły w linku poniżej:
https://wojownicylodz.pl/dom-nazaretanski/

KG

Sprawozdanie finansowe gazety ZiarnoNadziei grudzień nr 11/2020

Kochani Bracia i Siostry,

Poniżej przesyłamy Wam kompleksowe sprawozdanie finansowe dotyczące grudniowego wydania bezpłatnej katolickiej gazety ZiarnoNadziei.

Gazeta tworzona jest charytatywnie przez młode osoby, które z tego tytułu nie pobierają żadnego wynagrodzenia. Docieramy do wielu miejsc, m.in.: szpitali, ośrodków pomocy społecznej, ośrodków terapii uzależnień, domów samotnej matki oraz wszystkich zakładów karnych i więzień w całej Polsce oraz ośrodków dla bezdomnych.

Oto zestaw dokumentów wraz z całkowitymi kwotami związanymi z wydaniem numeru ZiarnoNadziei (gazeta jest również do pobrania na stronie https://ziarnonadziei.pl/home/pobierz-ziarno-nadziei):
1. Pełna historia konta (wpłaty darowizn oraz koszty związane z gazetą ZiarnoNadziei od dnia 26.11.2020 do 23.12.2020). Wcześniej, tj. 27.11.2020 na portalu ziarnonadziei.pl opublikowaliśmy pełną historię wpłat na darowiznę dotyczącą ZiarnoNadziei dotyczącą poprzedniego numeru.
2. Faktura za druk gazety ZiarnoNadziei grudzień nr 11/2020 (1488,30 zł brutto). Nakład gazety wyniósł 10 000 egzemplarzy (wzrósł z 4000 egzemplarzy)..
3. Koszt znaczków i kopert łącznie 740,20 zł brutto (464,20 zł brutto +276 zł brutto). W wyciągu bankowym uwzględnione są również wyciągi z konta bankowego potwierdzające zapłatę za znaczki i koperty do wydania październikowo-listopadowego w kwocie 465,50 zł brutto. Zostały one zapłacone z początkiem grudnia.
4. Dokument za transport gazety w wysokości 97,17 zł brutto. Dokument potwierdzający transport gazety ZiarnoNadziei w wysokości 97,17 zł brutto. Faktura została wystawiona z datą 30.11 i została zapłacona w grudniu. Będzie ona uwzględniona w wykazie bankowym w grudniu.
5. Koszt prowadzenia rachunku bankowego w wysokości 4,90 zł brutto.
6. Umowa zlecenie na dystrybucję gazet ZiarnoNadziei w wysokości 216 zł (18 godzin pracy).
Całkowity koszt utworzenia gazety ZiarnoNadziei wyniósł 2546,57 zł brutto.
Uwaga: Wpłaty darowizn w terminie od 26.11.2020 do 23.12.2020 wyniosły 2771 zł brutto. W załączniku przesyłamy wszystkie dokumenty do pobrania. Każdorazowo po wydawaniu kolejnego numeru, publikujemy sprawozdanie finansowe.

Jeszcze raz z całego serca dziękujemy Wam za okazane serce i prosimy o modlitwę w intencji gazety ZiarnoNadziei, ażeby była ona nieustannie narzędziem w rękach Boga i dzięki niej jak najwięcej osób powróciło na Bożą drogę.

PS. Jeżeli chcesz wspomóc nasz projekt i pomóc nam dotrzeć do wielu osób ze Słowem Bożym, to możesz dowolną kwotę płynącą prosto z serca wpłacić na następujący numer konta:
Bank Millenium
Paweł Pusz
nr konta: 13 1470 0002 2023 7315 2000 0001
UWAGA: Prosimy w tytule przelewu podać: Darowizna na gazetę ZiarnoNadziei.

Życzenia Bożonarodzeniowe

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia

Jak bardzo dzisiejszy świat potrzebuje Bożego Miłosierdzia,
a szczególnie w czas Bożego Narodzenia, kiedy to mały Jezus w żłobie leży i nie wie, jakie czekają go w życiu cierpienia,
upokorzenia i poniżenia.
Jednak czas ten niech nas szczęściem obdarzy i łaską niepojętą,
którą zesłał Jezus Mały wśród aniołów oraz chwały.
Dobry Jezu – Dziecię Narodzone, Ty uświęciłeś kiedyś serca
ubogich pasterzy, abyśmy byli posłuszni na Twoje
wołanie i gorliwsi w korzystaniu z Twojej łaski.
Oddal z duszy naszej wszelkie uczucia pychy, miłości własnej i pragnienia posiadania wszystkiego na ziemi.
Daj nam udział w Boskim Dziecięctwie Twoim, napełniając
naszą duszę łagodnością, pokorą i życzliwością dla każdego,
kogo tylko spotkamy na drodze naszego życia.

Ryszard Wójcicki

„Gdy się Chrystus rodzi…”

Święta Bożego Narodzenia. W tym roku wyglądają zupełnie inaczej niż w poprzednich latach…

Mimo że zostaną w tym roku ograniczone różnymi obostrzeniami, to jednak ich istota pozostanie niezmienna i to od nas będzie zależało, na ile uda się nam zachować ich duchowy charakter. Często jednak największą uwagę zwracamy na zewnętrzne aspekty tych świąt, zapominając o prawdziwej ich istocie. W biegu przygotowań do świąt, robienia zakupów i kupowania prezentów gubimy to, co najważniejsze.

Ten cały zgiełk, koncentracja na tym, co materialne przysłania nam tajemnicę świąt. A jak sama nazwa wskazuje, święta te wiążą się z narodzeniem Jezusa, który przyszedł na świat po to, aby ponieść na krzyżu ofiarę za grzechy każdego z nas. Bóg ofiarował Swojego Syna dla naszego zbawienia. To dar Boga dla człowieka. Bóg uniżył się, stał się człowiekiem podobnym do nas we wszystkim, z wyjątkiem grzechu. Poznał trud życia, biedę, cierpienie, upokorzenie, odrzucenie, samotność. Narodził się w ubóstwie, w stajni wśród zwierząt, a nie w pięknym pałacu. Maryja i Józef znosili trudy wędrówki, nie znaleźli schronienia wśród ludzi, nie było dla nich miejsca w domach, ale mimo tego znosili to wszystko bez narzekania i skarg.

„Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie” (Łk 2, 6-7).

Ta sytuacja pokazuje nam, że w różnych troskach, kłopotach, niespodziewanych problemach trzeba zaufać Bogu. On wie, jaką drogą nas poprowadzić, choć nie zawsze może być ona dla nas łatwa i prosta. Ale podstawą jest zaufanie. Uczmy się na wzór Świętej Rodziny znoszenia z pokorą i bez szemrania różnych trudów życia, oddając je Jezusowi. Nie zapominajmy o tym, że On pragnie narodzić się w naszych sercach, we wszystkich trudnych dla nas sytuacjach, w samym środku naszych problemów. Wówczas nawet jeśli wokół nas, na świecie będzie wiele zamętu, to w naszych sercach zapanuje pokój. Chcąc przeżywać religijny wymiar tego szczególnego czasu, powinniśmy pamiętać o odpowiednim przygotowaniu. O tym, by pojednać się z bliźnimi, przystąpić do sakramentu pokuty, także o tym, by nie zabrakło wspólnej modlitwy.

Pamiętajmy o tym, by nie przeoczyć w nadchodzących świętach tego, co najważniejsze: radosnego świętowania z narodzenia Jezusa.

KG

„Dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan” (Łk 2,11).

„Umarłbyś na wieki, gdyby On nie narodził się w czasie. Przenigdy nie byłbyś wyzwolony z ciała grzechu, gdyby On nie przyjął ciała, podobnego do ciała grzechu. Byłbyś skazany na niemiłosierną wieczność, gdyby Bóg nie okazał ci wiecznego miłosierdzia. Nie byłbyś przywrócony życiu, gdyby On nie poddał się dobrowolnie prawu śmierci. Bez Jego pomocy byłbyś zgubiony, zginąłbyś, gdyby nie przyszedł. Świętujmy więc z radością nadejście naszego zbawienia i odkupienia. Świętujmy dzień uroczysty, w którym Ten, co sam jest jedynym i wiekuistym dniem Ojca, zechciał zstąpić w krótki i przemijający dzień doczesności” (Św. Augustyn).

„Przebaczaj tym, którzy czasem nie mówią ludzkim głosem.
Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi” (kard. Stefan Wyszyński).

Nie jesteś sam

Święta Bożego Narodzenia kojarzą się z licznymi spotkaniami w gronie najbliższych osób. Co mamy jednak zrobić, gdy święta spędzimy samotnie, bez możliwości takiego spotkania z innymi?

Gdy człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że jest sam i nie ma w okresie świąt obok siebie najbliższych mu osób, to z pewnością nie jest to najmilsze uczucie. W okresie tym jeszcze bardziej może doskwierać uczucie samotności, przygnębienia, smutku z powodu spędzania tych wyjątkowych chwil w pojedynkę.

Nie warto się jednak załamywać, ponieważ nie jesteś sam. Jest z Tobą Ten, którego możesz teraz nie dostrzegać. Ale On jest z Tobą zawsze i wyznacza drogi, którymi powinieneś podążać. To Jezus, który również zna poczucie opuszczenia. On doświadczył tego samego. Ojcowskiej nieobecności, samotności krzyża.

Czasami człowiek może pomyśleć, że Boga przy nim nie ma, że jest sam, zwłaszcza wtedy, gdy najbardziej potrzebuje pomocy, cierpi, choruje… To doświadczenie ma jednak jakiś sens. Przypomnijmy sobie sytuację z Jezusem na krzyżu. Będąc na krzyżu, zawołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” Wiemy jednak, że Chrystus zmartwychwstał. Dlatego my również powinniśmy mieć ufność i nie martwić się, gdy spotkają nas trudności. Lecz tym bardziej w czasie kryzysów, przeciwności, które nas doświadczają, zwróćmy się do Boga.

pp

„Czyż ci nie rozkazałem: Bądź mężny i mocny? Nie bój się i nie lękaj, ponieważ z tobą jest Pan, Bóg twój, wszędzie, gdziekolwiek pójdziesz” (Księga Jozuego 1, 9).
„Raduj się w Panu, a On spełni pragnienia twego serca. Powierz Panu swoją drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał i sprawi, że twoja sprawiedliwość zabłyśnie jak światło, a słuszność twoja – jak południe” (Księga Psalmów 37, 4 – 6).

„Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą; nie trwóż się, bom Ja twoim Bogiem. Umacniam cię, jeszcze i wspomagam, podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą” (Księga Izajasza 41, 10).

Zobacz również