Gdybyśmy zwracali się do drugiego człowieka tylko w chwilach potrzeby, to czy moglibyśmy mówić o prawdziwej przyjaźni z nim? A jak my się czujemy, gdy ktoś przypomina sobie o nas tylko wtedy, gdy potrzebuje naszej pomocy? Czy nie czujemy się wówczas wykorzystywani?

Każdy z nas pewnie słyszał stare polskie powiedzenie: „Jak trwoga, to do Boga”. Być może usłyszeliśmy je od naszych rodziców, a oni z kolei od swoich rodziców. W tamtych czasach nie było takiego rozwoju techniki i takiego postępu nauki, jak obecnie. Ktoś może powiedzieć, że w dobie tak dużego postępu cywilizacyjnego nie ma już potrzeby odwoływania się do jakichś porzekadeł ludowych. Ale chyba trudno nie zgodzić się z tym, że ta mądrość ludowa dotycząca odniesienia człowieka do Boga, nie przedawniła się i wciąż jest aktualna. Bo czy nie jest tak, że czasami traktujemy Boga w sposób instrumentalny jako środek do osiągnięcia wyznaczonego celu? Sami nie chcielibyśmy być w ten sposób traktowani, więc czemu postępujemy tak wobec Stwórcy, który darzy nas tak wielką miłością?

Niestety zdarza się, że gdy w życiu wszystko układa się pomyślnie, zdrowie nam dopisuje i nie mamy żadnych problemów, wówczas zapominamy o Bogu. Gdy nie ma kłopotów, uważamy, że bardzo dobrze sami sobie radzimy i myślimy, że możemy być niezależni, samowystarczalni i nie potrzebujemy od Niego pomocy. Ale przecież wiadomo, że życie nie składa się z samych szczęśliwych chwil i wcześniej czy później mogą nas spotkać jakieś trudności. Często właśnie w takich trudnych sytuacjach, kiedy nie potrafimy sobie sami poradzić, gdy sytuacja nas przerasta, gdy ludzkie metody działania wydają się być wyczerpane, wtedy przypominamy sobie o Nim. O Bogu, w którym widzimy w takiej trudnej dla nas sytuacji jedyny ratunek. Przypominamy sobie o Nim wtedy, gdy czegoś potrzebujemy… Szczególnie, gdy chodzi o zdrowie nasze lub naszych bliskich. Znane są przecież przypadki, gdy ludzie, którzy deklarowali, że nie wierzą w Boga, w razie na przykład choroby czy jakiejś ekstremalnie trudnej sytuacji, jednak postanawiają zwrócić się do Niego.

Jakaś ważna potrzeba lub trudna sytuacja, w której nie widzimy po ludzku wyjścia, mobilizuje nas do tego, by zwrócić się do Boga, by zacząć się modlić, prosić Go o pomoc, chodzić do kościoła, może zamówić Mszę świętą w danej intencji. Ale czy poza takimi trudnymi sytuacjami i potrzebami, pamiętamy o Bogu i dbamy o pogłębianie relacji z Nim? Ilu z nas może powiedzieć na przykład, że zaczyna każdy nowy dzień od znaku krzyża i podziękowania Bogu za dar życia? Ilu z nas znajduje czas na codzienną modlitwę? Ilu z nas przykłada wagę do regularnego korzystania z sakramentów? Ilu z nas dba o wypełnianie swojego serca Słowem Bożym?

Gdy wszystko w życiu dobrze się układa, zdarza się, że zaniedbujemy relację z Bogiem. Nie wystarcza nam czasu na modlitwę, nie czujemy potrzeby przystępowania do spowiedzi świętej, żyjemy po prostu po swojemu. Do czasu, aż pojawi się ważna potrzeba lub problem, którego nie potrafimy rozwiązać własnymi siłami. To my nierzadko traktujemy Boga jako Kogoś, do Kogo zwracamy się tylko w potrzebie. Tymczasem, aby Bóg stawał się bliższy, trzeba stale pracować nad pogłębianiem relacji z Nim i żyć tak, by w każdym dniu nie zabrakło miejsca i czasu dla Niego. Bóg czeka z utęsknieniem na to, kiedy zapragniemy tak naprawdę zaprosić Go do swojego życia. Czeka na nasze modlitwy. Oby nie były to modlitwy okazjonalne, gdy pojawi się przysłowiowa trwoga…

KG

„Zapomnienie… Wydaje mi się, że to właśnie sprawia Mu najwięcej przykrości!” (Św. Teresa od Dzieciątka Jezus).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here