Dlaczego warto pielgrzymować?

0
666

„Wychodzimy na pielgrzymkę, aby wrócić do domu” – te słowa Arcybiskupa Grzegorza Rysia najtrafniej, jak tylko można, oddają sens pieszego pielgrzymowania na Jasną Górę.

Mam na imię Ewa i chciałam podzielić się swoim świadectwem, a przy okazji bardzo wszystkich zachęcić do „pójścia w odwiedziny do naszej Mamy na Jasną Górę”.

Piszę ten artykuł i uśmiecham się do własnych myśli, ponieważ jeszcze parę dobrych lat temu drwiłam z ludzi, którzy potrafili poświęcić, a według mnie „zmarnować” dwa tygodnie urlopu na biwak w wątpliwych warunkach namiotowych i nawet do głowy by mi nie przyszło, że to ja za parę lat będę pierwszą, która w sierpniu bierze plecak i bez zbędnych pytań i marudzenia idzie na wyprawę 300 km z Warszawy do Częstochowy, tylko po to, żeby pokłonić się przed Cudownym Obrazem Matki Bożej. Grupa, do której po raz pierwszy zaciągnęła mnie moja przyjaciółka ze wspólnoty i której jestem wierna do dnia dzisiejszego, to Warszawska Metropolitalna Akademicka grupa biało – czerwona wychodząca z Kościoła Świętej Anny na Starym Mieście.

Dlaczego warto? Bo pielgrzymka bardzo porządkuje życie i przewartościowuje nasze myślenie, uczy dostrzegać to, co w życiu jest naprawdę ważne i przede wszystkim uczy wdzięczności za najdrobniejsze rzeczy i gesty, za kubek wody podany na trasie, za uśmiech i słowa pokrzepienia, kiedy boli i kiedy tracimy wiarę, że damy radę wytrzymać do końca. W trakcie drogi Maryja, która prowadzi nas do Swojego Syna, dotyka i przemienia serca, zaczynamy rozumieć, jak mało w nas wdzięczności Bogu za nasze życie i za to wszystko, co mamy, jednak 10 dni kąpieli w zimnej wodzie, pobudki o 4 rano, codzienne 30 km do przejścia w przeróżnych warunkach atmosferycznych daje prawdziwy obraz, jak bardzo zasiedzieliśmy się na naszych ciepłych kanapach, narzekając i marudząc na wszystko, bez słowa dziękuję za każdy kolejny dzień, który podarowałeś mi Boże, za moją rodzinę i za wszystkich ludzi, których postawiłeś na mojej drodze, za to kim jestem i jaki jestem dzięki Twojej opiece.

Pielgrzymka jest miejscem dla każdego, kto traci wiarę w ludzi, w miłość do bliźniego, w bezinteresowną pomoc i dobroć. Szlak przemierza się w przeróżnych warunkach pogodowych, często w upale, deszczu, kiedy nie ma jak wysuszyć butów ani śpiwora, jednak zawsze znajdzie się ktoś, kto wyciągnie rękę, kto wesprze duchowo albo pomoże nieść plecak, kiedy już plecy odmawiają posłuszeństwa – z perspektywy czasu śmiało mogę stwierdzić, że pielgrzymi to jedna wielka rodzina, zresztą nie bez powodu wszyscy zwracają się do siebie „siostro i bracie”. Ogromnym zaskoczeniem dla mnie było, kiedy zobaczyłam, z jaką miłością i troską odnoszą się do pielgrzymów mieszkańcy miasteczek i wsi, przez które przechodzimy. Karmią nas, wynoszą wodę, owoce, ciasta, słodycze i robią to zupełnie bezinteresownie, prosząc jedynie o westchnięcie w ich intencji przed Matką Bożą na Jasnej Górze.

Pielgrzymka to też intencja, z którą się idzie. Dwa lata temu postanowiłam, że w zamian za opiekę Matki Bożej i ogrom łask, które dzięki Niej otrzymałam, jedną pielgrzymkę ofiaruję w Jej intencjach. Poszłam na adorację i zapytałam: „Maryjo, w jakiej intencji chcesz, żebym poszła” i przyszła mi do głowy myśl – Fatima, w intencji nawrócenia grzeszników. Pielgrzymka ta była najcięższą, na jakiej byłam, nieustanna walka duchowa, złość, zniechęcenie i uporczywe myśli: „po co mi to, a mogłam leżeć na plaży”. Ostatniego dnia przed wejściem przed Obraz Matki Bożej, zaczęłam opadać z sił, najpierw ból brzucha, potem biodra, w końcu siadły mi kolana, szłam, płacząc zgięta w pół, powtarzając w myślach tylko: „Maryjo, to za grzeszników”. Kiedy udało mi się dotrzeć do Klasztoru na Jasnej Górze i pokłonić się przed obrazem Maryi, wszystko odeszło i wielka radość wstąpiła w moje serce.

W tym roku podczas pielgrzymki towarzyszył mi mój chłopak Paweł. On nawet nie wie, jakie to było dla mnie ważne, że mogliśmy codziennie od świtu do zmierzchu razem się modlić i wspierać w trudach. Wszystkim parom i małżeństwom bardzo polecam wspólne pielgrzymowanie, to świetny sprawdzian uczuć wypróbowanych w boju niełatwej drogi.

Na koniec nie pozostaje mi nic innego, jak tylko powiedzieć: „warto” i zanucić słowa znanej pieśni: „Do Jej stóp, do Jej stóp pochyl się i pozostaw swoje troski Jej, Ona z sercem Swym matczynym nieustannie czeka, abyś wyznał to, co gnębi Cię”.

EK

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here