Wenanty Katarzyniec – rocznica

31 marca br. mija 102 lat od śmierci ojca Wenantego Katarzyńca.

Swoje życie o. Wenanty postrzegał jako zadanie. Miał służyć drugiemu człowiekowi jako kapłan, musiał więc być takim świadkiem Chrystusa, aby nikogo nie odepchnąć ani nie zniechęcić do Kościoła. Ludzie obserwują kapłanów i o. Wenanty zdawał się mieć pełną tego świadomość. Kapłan obdarzony zaufaniem nie może go zawieść – jego czyny muszą świadczyć o tym, co głosi. Ta odpowiedzialność za drugiego człowieka każdego dnia mobilizowała go do samodoskonalenia się i w końcu do całkowitego zapomnienia o sobie w służbie bliźniemu.

Jako uczeń, a później kleryk, Wenanty starał się pozostawać zawsze jakby na drugim planie. Poddawał się woli przełożonych zawsze, ufając, że to posłuszeństwo doprowadzi go do celu. I tak się stało. Ogromna ilość świadectw i łask, które spływają z różnych zakątków Polski i świata, świadczą o tym, że dzisiaj Bóg daje nam tego młodego kapłana z przełomu XIX i XX w. jako bardzo skutecznego orędownika. Dlaczego? Może dzisiaj odkrywamy to, co już dawno odkrył jego serdeczny przyjaciel, św. Maksymilian Kolbe, kiedy żyli w tym samym czasie i kilka razy spotkali się ze sobą: „O. Wenanty nie silił się na rzeczy nadzwyczajne, ale zwyczajne wykonywał w sposób nadzwyczajny”.

W tym tkwi jego tajemnica. O. Wenanty nie żył nierealnymi marzeniami, nie walczył, nie rywalizował, nie chciał dominować. Chciał jedynie wiernie służyć. Nie unikał trudnych obowiązków czy niechcianych zajęć. Choć był człowiekiem modlitwy i służby oraz głębokiej wiedzy, to nie kreował się na świętego. Był „zwyczajny”. Cenił sobie pracę. Pisał: „Nie powinniśmy się żalić, że mamy za dużo pracy, bo to korzyść nasza, większy snop zasług zbierzemy. Pan Jezus objawił się pewnej zakonnicy, która skarżyła się, że ma ręce spracowane i pozdzieraną skórę. Okazał jej Zbawiciel swe ręce przebite ostrymi gwoźdźmi i rzekł: „Patrz na Moje ręce i powiedz Mi teraz, czy masz prawo się żalić”.

Wenanty Katarzyniec był więc zwyczajny. Ludzki, ale dlatego tak bardzo niezwykły. Jak pisał Jan Dobraczyński, pisarz i publicysta, „o. Katarzyniec tak zniknął sam w swoim dziele, że nawet porządnej jego fotografii nie ma w zgromadzeniu. Ale im mniej go widać, tym więcej go czuć. Święci wpadają w wodę jak kamień, by wystąpić z niej skałą”.

Edward Staniukiewicz OFMConv

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

spot_imgspot_img

Ważne tematy!

Zobacz również