Wyrwany z bagna

9
KODAK Digital Still Camera

Myślicie, że dla człowieka będącego na samym dnie nie ma już ratunku? Przedstawiamy historię życia Andrzeja Winkowskiego.

Andrzej, na początku porozmawiajmy o Twoim domu. Pochodzisz z normalnej rodziny?
Tak. Miałem dom, w którym wychowałem się, rodziców którzy mnie kochali. Jako młody chłopak dobrze grałem w piłkę i miałem zamiar zrobić karierę piłkarską.

Tak się jednak nie stało, dlaczego?
Zmarnowałem swoją karierę. Mogłem grać gdzieś wyżej. Wszystko zaczęło się w 2002 roku, kiedy znajomy pierwszy raz zaproponował mi, żebym spróbował ,,białeczko” twierdząc, że po nim poczuję się fajnie.

Co to jest ,,białeczko”?
Amfetamina. Mówił: ,,Zobaczysz, po tym będziesz czuł się świetnie. Będziesz rozgadany. Będziesz miał energię na wszystko”. Spróbowałem raz i tak się zaczęło.

To zmieniło Twoje życie?
Od czasu, gdy spróbowałem tych narkotyków, a wcześniej już był alkohol, to był cały czas alkohol, narkotyki, alkohol, narkotyki…Od tej pory cały czas miałem z nimi kontakt.

Jak zaczęło wówczas wyglądać Twoje życie?
W zasadzie to był 16-letni maraton, który trwał aż do 2018 roku.

Uważasz, że zmarnowałeś te 16 lat?
Bez dwóch zdań ich żałuję. Byłem tak bardzo pochłonięty narkotykami, pornografią, nałogami. Alkohol był dzień w dzień. Potrafiłem wypić 0,7 l alkoholu, a do tego zgrzewkę piwa. Po czym wsiadałem w auto i ruszałem dalej.

Tego samego roku, w którym uzależniłeś się do narkotyków poznałeś swoją przyszłą żonę, Karolinę.
Poznaliśmy się na imprezie, a w zasadzie staliśmy autami na parkingu obok siebie. Walczyła o mnie. Chodziła nawet do psychologa, gdzie psycholog mówił: ,,Daj sobie spokój, zostaw go. On się nie zmieni, wiecznie będzie taki sam”. Ona się jednak nie poddała i walczyła o mnie. Dlatego Karolina jest moją bohaterką.

Tymczasem Ciebie wciągnął nałóg.
Dosłownie, Jeździliśmy po narkotyki po Ostrowach, Kaliszach czy Wrocławiu. Braliśmy bardzo duże ilości, po 200-300 gram, piguły, ekstazy, marihuanę i to wszystko przywoziliśmy do Wieruszowa. Nie byłem co prawda pośrednikiem, który te narkotyki załatwiał, ale byłem kierowcą, który woził osoby jeżdżące po narkotyki. Pewnego razu podjechała do nas autem od tyłu policja z psami i zaczęła nas sprawdzać. W tym samym czasie kolega prawie już poszedł po narkotyki i widział z okna całe zajście. Nic nam jednak nie zrobili.

Jak reagowała na Twoje zachowanie Twoja żona? Była już wówczas blisko Ciebie? I czy narkotyki traktowałeś jako zabawę, czy jako coś, co pomagało Tobie pokazać na zewnątrz, jaki fajny jesteś gość?
Wszyscy zawsze mówili mi: ,,Chodź Andrzej na imprezę, jesteś wodzirejem”. Po dwóch latach, jak poznałem małżonkę zamieszkaliśmy razem. Dostaliśmy od moich rodziców mieszkanie. Siostra mieszkała na dole, a my na górze. Najgorsze wówczas było dla mnie to, że musiałem bardziej kombinować i ukrywać to, co robię, żeby nikt się o tym nie dowiedział. Ale w końcu jak długo można to ukrywać? Pewnego razu Karolina znalazła u mnie w kieszeni biały woreczek. Przyznałem się jej. Pomyślałem, że przecież nie powiem jej, że to jest Vibovit, bo wiadomo było, co to jest. Za każdym razem mówiłem jej, że to jest ostatni raz, ale za każdym razem był kolejny. U nas w mieszkaniu zanim jeszcze żona wprowadziła się do mnie była Sodoma i Gomora. Tam wszyscy, całe miasto imprezowało i ćpało. Wszystko się robiło, dosłownie tak jak w Sodomie i Gomorze.

Nie miałeś wtedy ,,normalnych” znajomych, tylko takich od od ćpania i imprezowania?
Co prawda zdarzali się tacy, z którymi grałem w piłkę i którzy byli normalni. Ale mnie jednak ciągnęło do tych, którzy przyćpają, pobawią się fajnie, poklepią po ramieniu. A teraz prawdę mówiąc po tylu latach nie widzę ich w ogóle. Nie wiem, co się z nimi dzieje.

Jak wtedy funkcjonowałeś w ciągu dnia? Miałeś pracę, do której chodziłeś w ciągu dnia.
Chodziłem do pracy. Ale jeżeli zażyłem sobie ,,kreseczkę”, to jak sobie obliczyłem, w ciągu 5 dni spałem 8 godzin dziennie. Dwie godziny dziennie wystarczyło mi na to, abym funkcjonował. Jechałem do pracy i pracowałem po 12 godzin. Byłem tak naładowany tym wszystkim. Następnie przyjeżdżałem do domu, nie chciało mi się spać, ale miałem też na to plan.

Jaki?
Nabijałem marihuanę, do tego piłem alkohol. Wtedy mogłem zasnąć, bo nie da się spać po amfetaminie. Wszystko co zarobiłem przeznaczałem na narkotyki. Przynosiłem do domu niewielką wypłatę. Jak mieliśmy wyżyć, skoro później pojawiło się na świecie nasze dziecko – wspaniały nasz syn Michał? Żona była na urlopie wychowawczym, ja pobierałem pensję 1500 zł i trzeba było kombinować. Pracowałem wtedy w zakładzie meblarskim. Potrafiłem jeździć w nocy do tego zakładu i wynosić z niego płyty z meblami po to tylko, aby kupić sobie narkotyki. Żona zawsze mówiła mi: ,,Nie kradnij”. Mówiłem jej: ,,Gdzie ja pracuję? Przecież w zakładzie takim można wynosić takie rzeczy”. Jest jeszcze coś, co było bardzo złe w moim życiu.

Co masz na myśli?
Nie wspomniałem jeszcze o moim uzależnieniu pornografią. Byłem nią tak zachłyśnięty, że gdy moja przyszła żona, która studiowała Wychowanie Fizyczne, wyjeżdżała na zjazdy, to wtedy zaczynał się maraton ćpania i oglądania filmów pornograficznych. Potrafiłem włączyć laptopa, rozsypać sobie kreskę, nabić sobie szkite (pot.lufę) i załatwiałem swoje potrzeby.

W jaki sposób sposób po takim maratonie ćpania i imprezowania patrzyłeś na Twoją przyszłą żonę?
Chciałem, żeby ona ze mną robiła to, widziałem w filmach pornograficznych. Jeszcze byłem na nią zły, że nie chce tego z mną robić. Przez to pojawiały się problemy. Pytałem się jej, dlaczego nie chce tego ze mną tego robić? Później po trzech latach znalazła sobie pracę przy truskawkach i powiedziała, że wyjeżdża na miesiąc ze swoją szwagierką. Tak się ,,czule” żegnaliśmy, że z takiego pożegnania mamy syna.

Byliście wówczas już małżeństwem?
Nie i nawet nie byliśmy wówczas świadomi tego, że popełniamy ciężki grzech. Kiedy Michał urodził się, były podejrzenia, że ma padaczkę. Pomyślałem, że to może przez tryb życia, jaki prowadziłem. Szukaliśmy jakiejś pomocy. Zabraliśmy go do bioenergoterapeutki. Nie wiedzieliśmy wówczas o tym, jakie zgubne może to mieć konsekwencje dla duszy człowieka. Obecnie Michał ma 14 lat i poszedł do szkoły średniej. Wybrał sobie jako kierunek piłkę nożną w Sieradzu. Musi przejść testy sprawnościowe, ale wierzę w niego, bo jest dobry.

Jakie masz relacje ze swoimi rodzicami?
Moi rodzice byli opiekuńczy. Od małego uczyli mnie chodzenia do kościoła. Byłem nawet ministrantem. Zawsze mogę na nich liczyć. Zresztą do tej pory pomagają, jak tylko mogą. Ja w swoim życiu zbłądziłem. Jako 20-letni chłopak poszedłem w narkotyki i cały czas byłem na bani. Potrafiłem wypić litr wódki i jeździć autem, które prowadziłem, a mój syn w tym czasie siedział z boku bez fotelika.

Czy udało się Tobie sobie wybaczyć?
Teraz już tak. W 2014 roku pojechaliśmy do Lichenia na spotkanie z Boshoborą. Było tam 30 tysięcy wiernych, ale nie byłbym sobą, gdybym pojechał na czysto. Musiałem sobie przyciągnąć kreskę, żeby tam funkcjonować. Gdy tam przyjechaliśmy, widziałem tych ludzi, którzy uwielbiali Boga i śpiewali. Ja tego nie rozumiałem.

Ten wyjazd wyszedł od strony Twojej żony?
Nie, od szwagierki, która załatwiła bilety. To było w szóstą rocznicę naszego ślubu kościelnego. Wcześniej mieliśmy ślub cywilny, gdy nasz Michał urodził się. Żona ze szwagierką uwielbiały Boga, śpiewały, radowały się, a ja widząc jakiegoś mężczyznę, który miał spoczynek w Duchu Świętym powiedziałem do mojego Michała: ,,Zobacz jaki leży nawalony”. Po czym wyszedłem stamtąd z synem, poszedłem kupić piłkę i poszliśmy grać na boisko. W tym czasie żona ze szwagierką siedziały i uwielbiały Pana. Takim wówczas byłem człowiekiem. Nie byłem świadomy tego, jakie rzeczy potrafi czynić Bóg.

A jakie potrafi czynić rzeczy?
Takie, że chciałbym Mu na początku podziękować za moją żonę.

Andrzeju, powiedz nam, jak doszło do Twojego uzdrowienia. W jaki sposób otrzymałeś nowe życie?
Zanim opowiem o tym, wspomnę jeszcze na moment okres, w którym piłem. Potrafiłem wyjechać do pracy i zostawić auto na parkingu, żeby żona nie widziała. Następnie pójść do sklepu, kupić litr wódki, pójść do siebie na strych i tam spożywać alkohol. Ona w ogóle nie wiedziała, że ja tam jestem. Piłem ze szklanki, nie z kieliszków. Całą szklankę do dna, następnie spanie pól godziny, kolejną szklankę i znowu spanie. Tak funkcjonowałem.

Co spowodowało, że zmieniło się Twoje życie? Ponoć nagle przestałeś mieć głowę do picia.
Kiedy Bóg zaczął działać, nie wiem. Ale potem wypijałem ćwiartkę i byłem ścięty. Kiedyś wcześniej piłem 0,7 litra, do tego 4 piwa i przychodziłem do domu, a małżonka mówiła mi: ,,Oj chyba dwa piwa wypiłeś”, a ja jej odpowiadałem: ,,No tak, dwa piwka były tylko”. Jak byłem w ciągłym cugu, to było pożyczanie pieniędzy, branie zaliczek w pracy po 500, 300 zł, żeby tylko mieć na narkotyki i alkohol. Miałem jednak przerwę w piciu. Trwała ona 2 miesiące. Do czasu, aż w styczniu pojechałem z żoną do Oleśnicy na szkolenie i od tej pory ponownie zacząłem pić. Gdy żona pewnego razu znalazła puste butelki, coś we mnie pękło.

Słyszałem, że była walka o Ciebie.
Pewnego razu, gdy byłem już pijany i nie wiedziałem co ze sobą zrobić, żona zadzwoniła do mojej mamy, która przyszła do nas. Mama wraz z żoną oraz wraz z siostrą modliły się nade mną. Ja się w tym czasie śmiałem. Ale to nie wszystko.

Co masz na myśli? Czy wówczas coś się stało?
Byłem tak przesiąknięty złem, że zło we mnie siedziało. Jak żona, siostra i szwagierka modliły się nade mną, to nie tylko śmiałem się, ale chciałem wyrwać się i wyskoczyć przez okno.

Miałeś myśli samobójcze?
Tak. Co chwilę słyszałem głos: ,,Idź wyskocz” czy ,,Idź na dach, zeskocz z tego dachu”. Często mnie też dusiły demony. Miałem również tak jakby sen na jawie. Było to już w czasie, gdy nawracałem się i próbowałem stanąć po stronie Pana Jezusa. W tym śnie zobaczyłem, że zły trzyma mnie za ręce i nie chce puścić. Ale za jego ramienia wyłoniła się Ona. Matka Boża. Pomyślałem, że teraz już zło mi nic nie zrobi. Westchnąłem do Niej i puścił mnie. To jest moja Mama, która opiekuje się mną. Często wybieramy się z rodziną na zawierzenia Maryjne. Nie wstydzę się swojej wiary. To co Bóg zrobił w moim życiu, jak wyciągnął mnie z tego bagna narkotyków, alkoholu, pornografii to jest Jego zasługa. Dziękuję Mu za wszystko.

W końcu trafiasz do kościoła. Pamiętasz ten moment?
Tak. Był to kościół pw. Ducha Świętego w Wieruszowie. W kościele tym zmarł Augustyn Kordecki. Jest w nim obraz Pana Jezusa Pięciorańskiego. Trafiłem do niego, gdy syn był w momencie przygotowywania się do Pierwszej Komunii Świętej. Wówczas zaczął się mój moment nawracania się.

Jak myślisz, kto wymodlił Twoje nawrócenie?
Żona i szwagierka. Moment nawracania zaczął się właśnie wtedy, kiedy chciałem wyskoczyć przez okno i pobiegłem do naszego kościoła, do księdza Michała Gawryluka, aby z nim porozmawiać. Powiedziałem: ,,Proszę księdza nie piłem tyle czasu, jak to jest? Dlaczego znowu to robię? Przecież już tak było dobrze. A wszystko wróciło jeszcze z większą siłą”. Piłem jeszcze więcej i nie mogło się to skończyć. Rozryczałem się u niego, porozmawiałem z nim, a on powiedział: ,,Oddaj swoje życie Jezusowi”. Tak też zrobiłem, oddałem swoje życie Jezusowi. Gdy to uczyniłem, wyszedłem przed kościół. Mamy tam na dworze przed kościołem ustawiony krzyż. Stałem całą noc i wtulałem się w niego. Pamiętam, był styczeń a ja przez całą noc stałem i tuliłem się do tego krzyża.

Bóg uzdrawiał Ciebie powoli.
Był jeszcze taki moment dwóch, może trzech miesięcy, że jeszcze piłem. Chodziłem do kościoła, brałem drugiego syna Mateusza, który się urodził. Gdy nikogo nie było w kościele to piłem. Nie mogłem przestać.

Wtedy wydarzył się nieprzyjemny incydent, który mógł mieć bardzo poważne skutki.
Jadąc po pijanemu zahaczyłem w inne auto i odjechałem. Policja zadzwoniła do mojego taty. Mój tata był wcześniej policjantem. Pomyślałem, że może będzie to można ,,jakoś” załatwić. Ale moja żona powiedziała stanowcze: ,,Nie! On musi ponieść konsekwencje”. Teraz wiem, że dobrze stało się, że tak wyszło. Wylądowałem na dołku. Wróciłem z tego dołka, ale dalej piłem.

Pamiętasz, kiedy był Twój ostatni raz z alkoholem?
Doskonale pamiętam. Był to dzień Komunii Świętej mojego chrześniaka. Wówczas wypiłem dwie ćwiartki. Pamiętam, jak zajechałem do domu powiedziałem: ,,Panie Jezu, Ja wierze w Ciebie. Ja wiem, że Ty jesteś, ale spraw, żebym Ciebie poczuł. Spraw, żebym Ciebie poczuł, bo już nie daję sobie rady, a jak nie to zabierz mnie z tego świata”. Po czym poszedłem spać. Na drugi dzień, jak obudziłem się to nie czułem potrzeby wypicia żadnego alkoholu, nie czułem potrzeby, aby załatwić sobie jakieś dragi. Wsiadłem na rower, wziąłem najmłodsze dziecko i pojechałem do kościoła. Cały czas i czułem, że On jest i zrobił taką rzecz w moim życiu, że po ludzku nie można tego pojąć i zrobić. To nie tylko było 16 lat maratonu picia i narkotyków. Byłem tak uzależniony od pornografii, że zdarzały się sytuacje, że żona była w pokoju obok, a ja wówczas zaspokajałem swoje potrzeby. To było coś strasznego.

Jezus Chrystus pokazał Tobie swoją obecność.
Po tym wszystkim, gdy miałem stłuczkę samochodową, zabrali mi prawo jazdy. Już byłem, jak wspomniałem na etapie nawracania się. Czasami etap ten trochę trwa i trzeba być cierpliwym. Nadal nie odzyskałem prawa jazdy, które mi zabrali. Po jakiś 10 miesiącach dostałem zgłoszenie na policję, że już sprawa jest prawie w toku i muszę jechać na komisariat, aby ją wyjaśnić, tzn. kiedy będzie sprawa, jakie kolegium. Pomyślałem, że rano pójdę do pracy, a po niej na komendę. Kiedy wyszedłem sobie na przerwę w pracy i z niej wracałem, dostrzegłem na jasnym niebie (zrobiłem nawet zdjęcie na telefonie) jasną gwiazdkę. Poczułem taki spokój w środku i usłyszałem słowa: ,,Andrzej, będzie dobrze. Andrzej, będzie dobrze”. Po pracy pojechałem na komendę. Na komendzie policjant powiedział mi, żebym usiadł, bo trzeba sobie wyjaśnić, oraz ustalić kiedy będę miał sprawę sądową. Po czym powiedział: ,,Wie Pan co, biegły się coś pomylił, źle powyliczał, my panu tę sprawę umarzamy”. To nie do pomyślenia, ja tylko czekałem kiedy będzie sprawa, do zapłacenia miałbym z 10 000 zł, a policjant mówi mi, że sprawa została umorzona, a na dodatek, ze za chwilę odzyskam prawo jazdy. Tego nie da się wyjaśnić. Wiem, że to opaczność z Góry. Oddałem Jezusowi swoje życie, za to wszystko Jemu dziękuję i jest naprawdę takim moim Aniołem Stróżem. Kocham Go i moje życie teraz należy do Jezusa Chrystusa. Jeżeli ktoś by mi teraz powiedział, czy oddałbym za Niego życie, to bym oddał.

Andrzej, jak wygląda obecnie Twoje życie? Podobno spełniasz swoje marzenie z dzieciństwa i Twoje życie toczy się wokół piłki nożnej. Trenujesz młodzież. Robisz to, co sam chciałeś robić będąc dzieckiem.
Pan Jezus pootwierał mi takie ścieżki, że znalazłem nową pracę. Zostałem trenerem piłkarskim, który może prowadzić drużyny z uprawnieniami UEFA. Jezus pomógł mi zdać egzaminy. Dalej chcę się rozwijać w tym kierunku. Jestem trenerem i bardzo kocham to robić, ale zawsze się radzę Jego. Proszę Go: ,,Jezu, powiedz mi, co mam teraz zrobić, jak mam przeprowadzić ten trening?” On zawsze pomaga.

Jesteś również szczęśliwym mężem i ojcem dwójki chłopaków. Masz obok siebie żonę, która o Ciebie zawalczyła, masz dzieci z których jesteś dumny. Chciałbyś coś powiedzieć swojej żonie, albo swoim bliskim?
Mówiąc o żonie zawsze się wzruszam. Ona wie, że ją bardzo kocham. Jest dla mnie najpiękniejszą kobietą. Tak bardzo o mnie zawalczyła, tak bardzo ją kocham i bez niej już by mnie nie było. Moje dzieci także są cudowne.

Zanim otrzymałeś w pełni nowe życie to długo walczyłeś z Bogiem. Kim On dla Ciebie jest obecnie?
Pan Bóg jest dla mnie na pierwszym miejscu. Nawet żona o tym wie. Ale jeżeli On jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne jest na swoim miejscu. Żona rozumie, że kocham Go najbardziej. A jeżeli Jego kocham to i ją. Jezus jest najlepszym reżyserem i scenarzystą naszego życia. Tak to wszystko poukładał za nas, że nawet znalazł dla nas wspólnotę, w której jesteśmy.
Nie ma przypadków. Znalazłem żonie pracę w małym zakładzie krawieckim. Poznała tam koleżankę, która wciągnęła nas do wspólnoty.

Pan Jezus działa przez ludzi?
I to jeszcze jak!

Czego życzysz naszym Czytelnikom?
Życzę wszystkim, aby nie bali się swojej wiary, nie bali się przylgnąć do Jezusa, oddali Mu wszystkie swoje problemy i poprosili o poprowadzenie w życiu. Życzę także, żeby byli narzędziami w rękach Pana Boga, żeby świadczyli o Nim, żeby mieli siłę, radość oraz znaleźli pokój w sobie oraz w sercu.

Dziękujemy za rozmowę
RED

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj