Wyrwany z kajdan nieczystości…

0
932

Kiedy patrzę wstecz na swoje życie, dochodzę do wniosku, że żyłem, nie zdając sobie sprawy z tego, co czyniłem. Do czasu…

Wychowałem się w rodzinie pełnej miłości. Jednak z powodu dużej ilości obowiązków w pracy, rodzice nie poświęcali mi odpowiednio dużo czasu. Oczywiście, głodny nie chodziłem, w ubrać się co miałem, ale brakowało czasu na kształtowanie sposobu myślenia małego człowieka. Priorytetem było zapewnienie bytu i zabezpieczenia materialnego. Rodzice, choć wierzący, nie uczęszczali do kościoła. Chyba, że w święta kościelne. A ja? Bardzo rzadko chodziłem na niedzielne msze i ciężko mi było na nich wysiedzieć. Nudziły mnie. Były według mojego ówczesnego myślenia jak jakiś powtarzający się rytuał: teraz uklęknijmy, teraz wstańmy, pomódlmy się itd. Zupełnie tego nie czułem. Teraz wiem dlaczego. Zabrakło mi fundamentu. Fundamentu, który również uchroniłby mnie przed zagrożeniami stojącymi przed młodym człowiekiem. Zabrakło prawdziwej wiary. Dziś już wiem, że rośnie ona mądrze dzięki przekazaniu jej przez rodziców.

Gdybym miał wskazać, kiedy pojawił się u mnie problem z nieczystością, musiałbym cofnąć się do okresu samego dzieciństwa. Pamiętam, jak miałem 5 lat, to już wtedy zacząłem dotykać się w intymne miejsca. To był dopiero początek… Okres szkoły średniej przywitał mnie burzą hormonów. Trzeba było dać temu upust. Miałem na to jeden sposób – onanizowanie się, oglądanie tzw. ,,świerszczyków”, filmów pornograficznych. W tym okresie w ogóle nie chodziłem do kościoła, a u spowiedzi byłem ostatni raz w okresie szkoły podstawowej. Po prostu nie czułem takiej potrzeby. Za to nie gardziłem prasą ze zdjęciami nagich kobiet, czy oglądaniem filmów erotycznych. Wciągałem się. Później zaczęły się pierwsze podrywy (wiele z nich miało miejsce na ulicach), randki, wyjścia ze znajomymi na dyskoteki. Nie liczyła się dla mnie chęć poznania kobiety, znaczenie miała tylko ich ilość. Im więcej, tym lepiej. Moim celem było uwodzenie kobiet. Potrafiłem codziennie jakąś dziewczynę poderwać. Oprócz tego mnóstwo nieczystości. Nie było tygodnia, żebym się nie onanizował. Byłem uwikłany w pornografię…

Nie potrafiłem żyć w czystości. Ciągle upadałem, nie zdając sobie sprawy z tego, co tak naprawdę robię i w jakim bagnie tkwię. Tłumaczyłem sobie, zabijając wyrzuty sumienia, że to normalne w okresie dojrzewania, że każdy tak robi itp. Tym samym szukałem usprawiedliwienia. W końcu poznałem dziewczynę i zamieszkaliśmy ze sobą. Nie widziałem nic złego we wspólnym mieszkaniu z dziewczyną przed ślubem i we współżyciu ze sobą. Nie przeszkadzało mi to podrywać dziewczyn na ulicy, czy cały czas przesiadywać na portalach randkowych. Ten nawyk pozostał mi jeszcze na długie lata. Nie potrafiłem być z jedną dziewczyną i dochować jej wierności. Spotykałem się z innymi dziewczynami, zdradzałem moją ówczesną dziewczynę. Tłumaczyłem sobie, że jestem młody, fizyczność to normalność i jeśli nie otrzymuję jej wystarczająco dużo w związku, to nie ma nic złego w szukaniu jej na zewnątrz. Oprócz tego ciągle tkwiłem uwikłany w pornografię. Żyłem tak, nie przejmując się tym wszystkim i nie uważając tego za coś niewłaściwego.

Kościół traktowałem po prostu jako budynek, do którego wpadałem bez żadnych refleksji, szybko odmawiając Zdrowaś Maryjo, więc trudno było mówić o prawdziwej wierze. Taka sytuacja trwała do śmierci mojego ojca. Po jego śmierci musiałem pójść do spowiedzi, żeby móc godnie go pożegnać. Żyłem wtedy w związku niesakramentalnym z dziewczyną, z którą mieszkałem. Jakież było moje oburzenie, kiedy ksiądz nie udzielił mi rozgrzeszenia. Powiedział mi, że powinienem wziąć z nią ślub. Zrozumiałem dopiero później, że pewne sprawy są zarezerwowane TYLKO dla małżeństwa. Chodzi o wspólne mieszkanie i współżycie ze sobą.

Wprawdzie nadal nie przystępowałem do spowiedzi, ale zacząłem chodzić co niedzielę do kościoła. Bóg zaczynał powoli działać w moim życiu. Niecały rok później rozstałem się z moją ówczesną narzeczoną. Miałem w sobie taką złość, że ten związek się rozpadł, czułem złość do niej, nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Chciałem wykorzystywać kobiety, bawić się ich uczuciami. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka, mówiąc, że wraca z Mszy świętej o uzdrowienie i uwolnienie. Tak mnie zachęciła, że stwierdziłem, iż wybiorę się do tego miejsca, jeśli akurat nie będę miał nic ciekawego do zrobienia. Pojechałem na tą Mszę. Byłem w bardzo złym stanie. Zniewolony pornografią i nieczystością. Stał się cud. Na spotkaniu kapłan miał rozeznanie i powiedział, że są tutaj osoby, które przyjechały po raz pierwszy i one czują wahania nastrojów – od euforii do skrajnego smutku i przygnębienia. Tak właśnie się w tamtym okresie czułem. Bóg dotknął mnie wtedy Swoim Miłosierdziem. Po jakiś dwóch tygodniach od tej Mszy, gdy pewnego razu siedziałem w domu, ze zdziwieniem zauważyłem, że zniknął problem nieczystości! Zostałem uzdrowiony z czegoś, z czym miałem problem przez całe życie! Dokonał tego Bóg. To było niesamowite uczucie. Zdarzały się czasem pokusy, w końcu ciało człowieka jest narażone na namiętności, ale dzięki Bożej łasce, można sobie z tym poradzić. Trzeba zaufać Bogu i Jemu wszystko oddać.

Kiedyś w ogóle nie wyobrażałem sobie życia bez seksu, a teraz żyję w czystości. Nie dość, że Bóg mnie wyciągnął z bagna nieczystości, dał mi łaskę nawrócenia (dzięki której wciąż się nawracam), to dał mi największy skarb w postaci mojej obecnej narzeczonej. Po rozstaniu z poprzednią myślałem, że nie uda mi się spotkać miłości i że tamta miłość była największa. Nic bardziej mylnego. Bóg postawił na mojej drodze właściwą kobietę, dając mi miłość, jakiej do tej pory nie doświadczyłem, a jakiej szukałem całe życie. Ta sytuacja pokazuje, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych i jeśli nam wydaje się, że nasza sytuacja jest tak beznadziejna, że nic dobrego już nas w życiu nie spotka, Bóg z każdej, nawet najgorszej sytuacji może wyprowadzić dobro. Jeśli się do Niego zwrócimy i zaufamy Mu. Boże plany na nasze życie są najlepsze, bo w końcu kto, jeśli nie wszechmocny i wszechwiedzący Bóg, wie, co jest dla nas najlepsze?

Nigdy nie jest za późno na zmianę swojego życia. To my opuszczamy Boga, przywiązując się do grzechu i błądząc, ale On nigdy nas nie opuszcza i zawsze jest gotowy wyciągnąć do nas pomocną dłoń. Czeka tylko na znak z naszej strony, bo nie wchodzi na naszą wolną wolę. W moim przypadku punktem zwrotnym do rozpoczęcia przemiany mojego życia było to, że postanowiłem pojechać za namową mojej przyjaciółki na Mszę świętą. Resztą zajął się Bóg.

Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że grzesząc nieczystością, otwiera się na działanie zła w swoim życiu i wchodzi w grzechy ciężkie. Jeśli pozostając z kimś w związku, żyjemy w czystości, to nasza miłość nie jest miłością egoistyczną. Bo myślimy wtedy o dobru i zbawieniu osoby, którą naprawdę kochamy. Nie wykorzystujemy jej wtedy do zaspokajania swoich potrzeb. W końcu taki związek ma szansę na wytrwanie w przyszłości bez zdrad. ,,Żyj tak, abyś przyczyniał się do zbawienia twojej dziewczyny” – te słowa usłyszałem kiedyś od pewnego księdza. Żyjąc w czystości, uczymy się szacunku do drugiej osoby, ale też do własnego ciała. Ono jest przecież Świątynią Ducha Świętego.

Pamiętajmy, że Jezus poszedł na krzyż i tak wiele wycierpiał za nasze grzechy. Każdy grzech nieczystości, którego dopuszczamy się w swoim życiu jest biczowaniem bezbronnego ciała Pana Jezusa. Dlatego miejmy przed oczami obraz Jezusa Chrystusa umęczonego i jeżeli przyjdzie nam walczyć z pokusami czy słabościami, to prośmy Boga o łaskę. Warto zwracać się też o łaskę czystości do Świętego Józefa.

Z Panem Bogiem
FD

Modlitwa o uproszenie cnoty czystości
Święty Józefie, Stróżu i Ojcze Dziewic, Twojej wiernej straży została powierzona sama Niewinność – Jezus Chrystus i Najświętsza Maryja Panna; przez ten podwójny Skarb Tobie powierzony, Jezusa i Maryję, błagam Cię, strzeż mnie od wszelkiej nieczystości i pomóż zachować czystość, abym myślą nieskalaną, sercem niewinnym i czystym ciałem zawsze służył Jezusowi i Maryi w jak największej czystości. Amen.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here